Posts Tagged recenzja

„Snowpiercer: Arka przyszłości” (2013) – minirecenzja

24 marca 2014

Jako człowiek spędzający tyle czasu w pociągach nie mogłem sobie tego filmu odpuścić. Mimo że jakiś kolejny geniusz jego premierę w Polsce zaplanował na kwiecień tego roku. Ale co się dziwić, skoro jesteśmy krajem trzeciego świata i wszystko jedzie do nas pociągiem, który potrzebuje roku na okrążenie planety.

O co w filmie chodzi? W samych napisach wstępnych dowiadujemy się, że w związku z narastającym globalnym ociepleniem jakieś mądre głowy dochodzą do wniosku, że rozpylenie w atmosferze dziwnego środka powinno mu zaradzić. No i działa na tyle skutecznie, że doprowadza do epoki lodowcowej na takim poziomie, że całe życie na naszej planecie dosłownie zamarza. Ostatnią ostoją cywilizacji zostaje międzykontynentalny pociąg napędzany silnikiem, który sam generuje sobie energię. Prawie że perpetum mobile. Siedemnaście lat, jeden pociąg, ostatni ludzie na ziemi. Stłoczeni w pojedynczych wagonach jak bydło i czekający na lepsze jutro. Ale nie mają już wiele nadziei i gotowi są nawet zginąć, by choć raz zamiast proteinowego batonika spróbować kurczaka. (więcej…)

Zombie hunter – minirecenzja filmu

13 stycznia 2014

Jaki film, taka recenzja. Za recenzenta nigdy się nie uważałem, dlatego też najczęściej wybieram sobie do opisu filmy, których autorzy za super filmowców raczej też nie uchodzą. Mam jednak wrażenie, że w to co robią wkładają kawał serca i masę roboty, przez co należy się im szacunek odrobinę większy, niż marna czwóreczka na portalach filmowych. Ale po kolei…

Po co w ogóle robię recenzję tych wszystkich ledwo znanych filmów, które ciężko polecić komuś, kto nie jest fanem kina nadającego się głównie na paczkę chipsów i zgrzewkę piwa? Bo mi takich recenzji brakuje. Co weekend niemal spotykałem się z przyjaciółmi na sobotę z „sziti muwi”, ale na jakiś czas z powodów mocno osobistych musieliśmy zawiesić tę tradycję. Dużo jednak wody w szalecie zdążyło upłynąć, a my jak na złość wciąż nie możemy pozwolić sobie na skorzystanie z jakiejś listy typu „tak kijowe że aż fajnie nadające się na wasze wieczorki filmowe”. Dlatego właśnie prowadzę ten kącik i dlatego, wracając do starej tradycji, wracam też do recenzowania tych pociesznych, ale nadal w miarę godnych do obejrzenia filmów. A czemu ten? Już wyjaśniam… (więcej…)

William King „Zabójca Smoków” – recenzja nieobiektywna

26 września 2013

Pora pójść za ciosem i przedstawić Wam kolejny tom sagi o Gotreku i Felixie. Bardzo bym chciał powiedzieć, że „Zabójca Smoków” rozkręca ją jeszcze bardziej, ale niestety moja subiektywna ocena mi na to nie pozwala. Po prostu zajebistość wcześniejszego tomu podniosła poprzeczkę na tyle wysoko, że kolejny może do niego tylko dążyć, mimo iż aż takiego wrażenia nie robi. Niestety nie wymarudzę się bardziej, bo książka mimo wszystko jest niesamowita.

Nasi bohaterowie zabili już wcześniej Krwiopuszcza i próbują jakoś wrócić do domu. Po drodze zauważają potężną armię Chaosu prącą na południe i zamierzają ostrzec o niej kogo trzeba. Niestety, najpierw w drogę wchodzą im Skaveny, a później okazuje się, że nie są jedyną jednostką latającą w górskiej przestrzeni powietrznej. Niedaleko Karak Kadrin ich sterowiec zostaje zaatakowany przez gigantycznego smoka, któremu najwyraźniej znudziło się ciągłe spanie i postanowił sobie poszaleć. W sumie nie miał na to wielkiego wpływu, gdyż został przebudzony przez dwóch podejrzanych, chaotycznych typków, a teraz niszczy co popadnie stanowiąc znaczące zagrożenie dla bezpieczeństwa całkiem sporej okolicy. Smoka udaje się przepędzić, jednak koszt tego czynu okazuje się ogromny. Wyjście jest tylko jedno: gdy nasi bohaterowie docierają do twierdzy Zabójców, postanawiają zebrać chętnych i ubić bestię nawet za cenę własnych żywotów. Bez tego mogą zwyczajnie nie zdążyć wrócić do Kisleva i ostrzec Praag przed nadchodzącym zagrożeniem. (więcej…)

William King „Zabójca Demonów” – pseudorecenzja

17 września 2013

Trochę czasu minęło od moich ostatnich wypocin na temat sagi Gotreka i Felixa, ale szczerze mówiąc wolałem czytać kolejne tomy niż o nich pisać. Teraz jednak, gdy powoli zaczynają mi się zlewać w jeden, postanowiłem ogarnąć sprawę i zabrać się do podzielenia się z Wami wrażeniami na temat jej trzeciej części.

Po wielkim zamieszaniu w Nuln, Gotrek z Felixem zostają odnalezieni przez grupkę krasnoludów, które powołując się na stare przysięgi rekrutują ich do brawurowej wyprawy w kierunku… Pustkowi Chaosu. Zabieramy się więc za książkę, która nie dość, że uświadamia nam iż Gotrek już tam kiedyś był, to jeszcze wysyła go tam ponownie w bardzo heroicznym stylu.

W spoilerowaniu i tak nie pobiję autora, który nadając tytuły idealnie podkreśla z kim przyjdzie komu walczyć. To samo tyczy się edytorów, którzy z tyłu okładki opisują jedną z finałowych scen, więc nie poczuję się dziwnie zdradzając Wam, że w całej książce nasi bohaterowie poznają: uroczą kislevską szlachciankę Ulrikę, imperialnego maga Maxa Schreibera, oraz gromadę naprawdę oryginalnych krasnoludów. Przy okazji zwiedzą kawał świata, od Middenheimu, przez Kislev, po same Pustkowia Chaosu. (więcej…)

William King „Zabójca Skavenów” – niemal recenzja

1 sierpnia 2013

Nie no, to oczywiście jest normalne, że gdy kupuję sobie całą sagę jakichś książek, to nie ma wśród nich akurat drugiego tomu. Na szczęście sprawę udało się załatwić i tak oto „Zabójca Skavenów” wpadł w moje ręce, by zostać pożartym w jeden weekend. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji, ale już tłumaczę. Otóż drugi tom sagi Gotreka wydaje się być w polskim Internecie białym krukiem. Nie miał go wydawca, żadna księgarnia, żaden znany mi sklep z grami. Wszędzie „nakład wyczerpany”. Dorwałem go wreszcie w jakimś internetowym sklepiku z zabawkami, ale zaraz po złożeniu i opłaceniu zamówienia otrzymałem e-mail informujący mnie, że jednak książki nie będzie. Na szczęście ktoś akurat wystawił jedną sztukę na allegro…

Z uporem godnym krasno ludzkiego zabójcy i podobnym mordem w oczach na widok listonosza (cały dzień w domu, żeby wychodząc wieczorem znaleźć awizo w skrzynce) odebrałem wreszcie oczekiwany pakunek (z uszkodzoną okładką) i zabrałem się za czytanie. Na co trafiłem?
(więcej…)

William King „Zabójca Trolli” – recenzja

26 lipca 2013

Stało się! Wreszcie książka ze świata Warhammer’a, o której mogę powiedzieć, że to kawał dobrej fantastyki! Aż sam się wstydzę, że przez te wszystkie lata polecania mi jej nie sięgnąłem po serię ani razu. Wiem, że zdążyłem już opisać szósty i ósmy tom całej sagi, ale wreszcie czas zacząć od początku: i to początku z prawdziwym, klasycznym, młotkowym pierdolnięciem!

„Zabójca Trolli” to wydany w 1999 roku pierwszy zbiór opowiadań o przygodach Gotreka i Felixa. Zbiór opowiadań połączonych w jeden, spójny wątek, który stał się podwaliną pod kolejne tomy wspaniałej sagi. Nie będę się rozdrabniał, z ocenianiem, bo skończyłoby się na nieskończonych „achach” i „ochach”, a nawet nie umiałbym wytłumaczyć skąd się wzięły. Może z faktu, że temat aż fizycznie pachniał pierwszą edycją WFRP?

Książki nie połknąłem w całości, bo nie miałem na to czasu. Na szczęście jej podział na osobne opowiadania ułatwił sprawę, dzięki czemu mogłem ją powoli dawkować co króciutki wieczór. Szczerze mówiąc nie żałuję, bo mogłem się nacieszyć każdym opowiadaniem bez rozpraszania się wrażeniem kolejnego. Może czasem wydawały mi się one trochę za duszne i zbyt kojarzące się z lekko psychodelicznym klimatem ilustracji ze starego młotka (mutanty jak z obrazów Breugel’a), ale gwarantuję Wam, że niewiele odbiegały one od współczesnej wizji świata Warhammer’a. Ba! Saga o Gotreku, to ta, która tę współczesną wizję właśnie budowała! (więcej…)

„Zabójca orków” Nathan Long – niemal recenzja

11 lipca 2013

To przecież jak najbardziej naturalne, że jeśli sięga się po jakąś sagę, to zaczyna się od szóstej części, a zaraz potem sięga po ósmą, prawda? Tak więc podążając za tym jak najbardziej naturalnym ciągiem logicznym, sięgnąłem po „Zabójcę orków” opowiadającego o dalszych losach Felixa i Gotreka, tym razem piórem innego autora (bo czemu by nie?).

Nasza para po długich podróżach w okolice Indu i Kataju (koniecznie muszę to przeczytać), na pokładzie małej, prywatnej jednostki pływającej, próbuje powrócić do Starego Świata przybijając do Barak Varr. Sęk w tym, że gigantyczna zadyma wojenna ogarniająca niemal cały świat trwa w najlepsze, a port blokowany jest przez orki. Cóż to jednak dla Gotreka, żeby przebić się małą łupinką przez tamę orczych tratw? W porcie okazuje się, że nikt nie wie czy Imperium jeszcze stoi, Felix boi się o losy rodziny w Nuln, większość krasnoludzkich sił wyruszyła zaś do oblężonego przez Archaona Middenheim wypełniając daną ludziom przysięgę o wiecznej pomocy. Problem jednak jest taki, że wielka orcza ruchawka okazała się na tyle skuteczna, że niemal niebronione Karak Hirn wpadło w bardzo dziwnych okolicznościach w ich łapska. Mimo iż mocno spieszą się na północ, nasi bohaterowie zostają związani przysięgą, aby pomóc w odbiciu twierdzy.
(więcej…)

„Zabójca wampirów” William King – niby recenzja

5 lipca 2013

Długo nie mogłem się zabrać za opis tej książki. Jeszcze dłużej będę musiał poczekać, aż będę mógł ją opublikować. Oprócz tego do końca nie będę wiedział, czy to co tu napiszę, to dokładnie to co bym o niej napisać chciał.

Gotrek i Felix, główni bohaterowie tej książki, są chyba najbardziej wyraźnymi postaciami całego uniwersum Warhammera. Żeby było śmieszniej, przez wszystkie tomy sagi podróżują po takich okolicach i spotykają się z takimi przeciwnościami losu, że nawet najwięksi gracze świata nie mają tak wielkiego wpływu na jego losy jak oni. Oczywiście cesarz, królowie i wielcy magowie wyposażeni w najpotężniejsze artefakty i dowodzący największymi armiami przesuwają pionki po planszy historii, ale tak naprawdę to Gotrek z Felixem wydają się być w tej grze kostkami decydującymi o wynikach posunięć.

Do sagi zabrałem się tak naprawdę „od d**y strony”, czyli jak zwykle: czytając to co mam, a nie to co by wypadało. Jako że pierwszym posiadanym przeze mnie tomem był „Zabójca Wampirów”, to właśnie o nim przychodzi Wam teraz czytać moje kolejne wypociny.
(więcej…)

Sandy Mitchell „Miasto Śmierci” – pseudo recenzja

13 czerwca 2013

Nie ma co ukrywać: przygody Rudiego autentycznie mnie wkręciły i mimo masy błędów przy tłumaczeniu budują naprawdę świetny klimat świata Warhammera. W „Mieście Śmierci” nasi bohaterowie trafiają do Marienburga, który po odłączeniu od Imperium i zdobyciu statusu wolnego miasta wydaje się całkiem bezpiecznym miejscem dla naszych uciekających przed łowcą czarownic bohaterów. Spoilerować nie zamierzam, ale krótko wyłożyć co mi się w książce podobało mogę.

Przypominając: po ucieczce z miasteczka spacyfikowanego przez inkwizytora, Rudi wraz ze swą uzdolnioną magicznie koleżanką Hanną, trafia do Marienburga, gdzie zapoznaje się z miejscowymi zwyczajami i geografią. Zaczyna robić karierę, poszukuje kupca który może znać tajemnice jego przeszłości, a koleżance próbuje odnaleźć kogoś, kto mógłby zdjąć niszczące ją piętno.

Przygody przygodami, wkręcają niesamowicie. Niestety jeśli chcecie książkę kiedyś przeczytać, to opowiadanie o nich mija się z celem. Za to opowiadać o mieście, w którym się odbywają, mógłbym godzinami (gdybym je miał). (więcej…)

Sandy Mitchell „Posłaniec Śmierci” – prawie recenzja

31 maja 2013

No i stało się! Znowu zabrałem się za czytanie książek z Czarnej Biblioteki i udało mi się trafić na coś, pod co mogę podpiąć określenie „całkiem niezłe jak na Warhammer’a”.

Zacznijmy od małej uwagi na temat serii (bo jak zwykle okazuje się, że mimo braku zapowiedzi to pierwszy tom większej całości): „Posłaniec” osadzony jest w mrocznym, młotkowym świecie, ale jeśli spodziewacie się wielkich kampanii militarnych i spektakularnych bitew, to się srogo zawiedziecie. Targetem tej książki są bowiem RPGowcy zakochani w WFRP, o czym od razu ostrzega logo na okładce. Co to zmienia? A no to, że nasza uwaga w trakcie czytania będzie bardziej skupiona na intrygach i perypetiach garstki bohaterów, niż opisach wspaniałych manewrów i pełnego chwały utrzymywania linii przy chronieniu artylerii.

Bohaterem książki jest Rudi, który jak stereotypowa większość RPGowych bohaterów nie zna swoich rodziców. Mieszka z ojczymem przy jakiejś zapadłej wioseczce, z grzeczności określanej jako miasteczko, ale i tam woli trzymać się lasów, bo najwyraźniej jest lekko aspołeczny. (więcej…)

Następna strona »
Makiety do bitewniaków