David Guymer „Miasto Potępionych” – minirecenzja

1 sierpnia 2020 dodał Karol

Stary Świat umarł już ładnych parę lat temu, ale i to wydarzenie nie zabiło Gotreka. Mimo iż ten manewr marketingowy to największy spoiler jak dotąd czternastu wydanych przez Copernicus Corp. tłumaczeń serii, to już na wieść o tej książce zacierałem łapki. Przygody Zabójcy Stworów Wszelakich śledzę od dawna i kolekcjonuję namiętnie, a w połączeniu z moim Mordheimowym fetyszem nie mogłem przejść obok tytułu obojętnie. Czy było warto? O dziwo tak.

O co w tym chodzi tym razem? Gotrek, szukający śmierci krasnolud i jego Spamiętywacz Felix, w pogoni za pogłoskami o Bestii z Ostermarku, trafiają do Sigmarshafen – małej osady w cieniu Miasta Potępionych, którego nazwy nikt zdaje się już nie pamiętać (o dziwo sama nazwa miasta, pojawia się grubo po 3/4 książki). I tu drodzy czytelnicy, zadacie pewnie naturalnie nasuwające się znawcy tematu pytanie „Ale k… jak?!”. Bo i owszem, Magnus Pobożny przybył tam 200 lat wcześniej i wreszcie posprzątał, ale jak się jednak okazuje nie do końca posprzątał, i chyba nie do końca Magnus, ale to już właśnie ma przedstawić książka, więc nie będę psuł zabawy.

Całość intrygi przypadła mi do gustu, choć nie da się ukryć, że wciąż miałem w głowie przebitki z „Zabójcy Demonów” czy „Zabójcy Gigantów”, bo stamtąd najwyraźniej zaczerpnięto wiele inspiracji. Nie mam o to pretensji, motywy u Pana Kinga były dość ciekawe, cieszyłem się więc, że nie czerpano z tych od Nathana Longa (choć tam akurat ciężko by było znaleźć coś oryginalnego do zaczerpnięcia).

To co mi fabularnie nie pasowało, to kilka motywów wziętych zupełnie znikąd, a których do końca zrozumieć nie mogłem. Przeciwnicy rozwiewający się w dym to jeden z takich motywów, ale wmówiłem sobie, że to urok Miasta Potępionych. Samo miasto też było takie jakieś nieswoje, jakieś w innym klimacie, niż pamiętałem je z ulubionego bitewniaczka. Coś tam ktoś wspomniał o nadepnięciu na Spaczeń przy początku, ale tyle ten kamień widziano. Wszędobylskie duchy i dziwne zjawiska były spoko, ale miejsca czy postacie jakoś tak nijak miały się do znanego mi źródła. Tutaj też wyjaśniłem sobie, że to w sumie miejsce setki już lat po zniszczeniu, ale no kurczę, smutno tak trochę mi było.

Dodatkowo książka pisana była dość nierówno, przez co miała fragmenty naprawdę wciągające (zwłaszcza, gdy była bardziej o Felixie niż Gotreku), jak i dość mocno nijakie (przygotujcie się na zakończenie jak na nudny serial, weźcie jakieś przekąski albo zaproście znajomych żeby dało się z nimi w międzyczasie pogadać itp.). Długo budowane napięcie z ujawnieniem tożsamości kluczowych przeciwników byłoby fajne w pierwszych tomach, ale w czternastym tomie, po wyrzynaniu ich już hordami we wcześniejszych częściach, budzi większe zaskoczenie faktem jakiegokolwiek zaskoczenia, niż samym ujawnieniem. Na dokładkę dostajemy też próbę budowania większej intrygi wywiadowczej, mającej przechodzić na kolejne tomy, ale proszę Was, w „nastej” książce o krasnoludzkim toporze i jego nosicielu, wygląda to jak jedwabne zasłonki w drewnianej latrynie.

Trochę nie mam za co wyżyć się na tłumaczu. Widać, że książka przeszła przez korektę i to całkiem porządną. Kilkanaście wyłapanych błędów w odmianie jakichś wyrazów, niekonsekwencja w pisaniu nazwiska barona (a nawet czasem jego pogrubienia), to pikuś w porównaniu z moim ulubionym „mechanicznym pingwinem pocztowym” z „Zabójcy Zombi”. Jedyne zdanie, które pozwoliło mi się na nim skupić na dłużej brzmiało „Przyszła tu aż za nim” (rozwińcie wyobraźnię!), na szczęście Felix skomentował to za mnie od razu stwierdzając „- Shallyo, zlituj się…”.

Na zakończenie o moim zdaniu na temat książki niech poświadczy fakt, że odwołałem w weekend kilka spotkań aby ją dokończyć, a gdy już mi się to udało, kupiłem sobie wreszcie komputerową wersję „Mordheim” i wróciłem do dłubania makiet. Tako też i uczynię teraz, w końcu jakoś trzeba przeczekać do następnego tomu, nie? ;)

Książki , , , ,

Strona główna » Książki » David Guymer „Miasto Potępionych” – minirecenzja

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków