Vangheist z „Cienistego Widma”

28 sierpnia 2017 dodał Karol


Plotki o okręcie-widmo, wypełnionym po brzegi niespokojnymi duchami ukaranymi wieczną udręką za zdradę, krążyły po Sartosie jeszcze zanim dało się piec kiełbaski na jej zgliszczach, a imię jego kapitana długo robiło za synonim dwulicowości i niewierności.
Historia Vangheista ma już ponad sto lat. Był jednym z najbardziej cenionych kapitanów na Wielkim Oceanie, a wraz ze swą najemniczą załogą dał się wynająć Albrechtusowi von Zeich – arcymagowi kolegium światła i zapalczywemu wrogowi Chaosu. Sęk w tym, że mag nie uznawał umów tylko na papierze i przed wykonaniem misji wymógł na całej załodze okrętu przysięgę: za skrzynie ze złotem przysięgli na święte wody boga mórz, że cokolwiek zadzieje się w czasie misji dochowają wierności magowi, niezależnie od pokus, które ich czekają. Wiecie jak to jest- chłopaki widzą mieniące się barwami tęczy złoto, mówią głośno „no spoko”, a później przychodzi życie i zaczynają się zastanawiać, czy to na pewno był dobry interes.
Gdy okazało się, że szlak wyznacza nastawiona na północ igła kompasu, a szansa na walkę z piratami była coraz mniejsza, bo wokół robiło się tak kolorowo, że takowi mogli robić jedynie za przekąski, po dwóch tygodniach rejsu załoga zaczęła wątpić. Morze Chaosu to chyba jednak nie była ich ulubiona trasa turystyczna. Wprawdzie mag pstrykał palcami i większość zagrożeń stawała w płomieniach zanim zdążyła się zbliżyć, ale niesmak pozostał- w końcu nie każdy przywykł do nieba we wszystkich kolorach tęczy, na którym chmurki gapią się na ciebie upiornymi twarzami.
Umowa to jednak umowa, kasa była, a przysięga to przysięga, nie na koleżanki z portu je składano. Mag jednak nie zdradzał swoich celów, a kapitan robił się coraz bardziej ciekawski, zaciągnął więc maga na imprezkę z okazji pobicia paru harpii, a sam zlecił pierwszemu oficerowi włam i przeszukanko w jego kajucie. Wyniki były zadowalające – na biurku leżała pokryta żyjącą skórą księga, szepcząca o wielkim ognistym wężu i sekrecie nieśmiertelności w jego leżu. Przynajmniej już wiedziano o co toczy się gra…
Zmotywowani własną wizją dodatkowej premii załoganci, dołożyli wszelkich sktarań by dopłynąć na miejsce, gdzie w cieniu wielkiego wiru na niebie starli się z gigantycznym, demonicznym, ośmiogłowym, ognistym (etc. itp. itd.) wężem. Quest wykonany, resztki załogi czekają co dalej, a ledwo żywy mag mówi im, że czas wracać do domu. Kapitana trochę poniosło, wypalił więc magowi z pistoletu w klatę, po czym zepchnął go w jakże przyjazne dla życia głębiny – w końcu wieczne życie czekało!
Znacie drodzy czytelnicy świat Warhammera. Doskonale zdajecie sobie sprawę, że leżem gada były Królestwa Chaosu same w sobie, a właśnie tam Vangheist z załogą postanowili wpłynąć swoim pięknym stateczkiem. Niestety nie dane im było ani tam zostać by się tym nacieszyć, ani wrócić by opowiadać o tym co tam widzieli, Królestwa bowiem zdarły z nich całą materialną powłokę i wypluły na zewnątrz jako widma. Widma, które miały rozprzestrzeniać klątwę swego wiecznego potępienia.

Cieniste Widmo
To niematerialna pozostałość po okręcie sprzed ponad stu lat, nie unosząca się nawet po wodzie, a ponad nią, tak jakby sam Manann wstydził się jej dotykać. Utkana z mgły i światła Morrslieb’a, ciągnie za sobą aurę chłodu, cienia i śmierci. Ci którym udało się go spotkać i przeżyć, opowiadają o kulach armatnich przelatujących przez jego kadłub jak przez mgłę, o jego załodze jak grze świateł i o duszach uwięzionych wokół jego aury. I właśnie ten okręt ostatnimi czasy również odpowiedział na zew Noctilusa, by budować legendę mrocznej floty.

Jak to działa?
Jako statek dostajemy odpowiednik „Płonącego Sejmitara”. Jaj nie urwie, ale na wodzie się utrzyma. Tak jak jednak w wypadku tamtego okrętu o jego sile decydowały zasady specjalne, a nie statystyki, tak jest i tutaj. Otóż strzelanie do Widma to strzelanie do dymu, z nadzieją, że trafi się w coś co się w nim kryje – wszystkie pociski trafiają go tylko i wyłącznie na szóstkach, zawsze i wszędzie, niezależnie jak blisko podpłyniesz. Sam kapitan sprawdza się jak Aranessa czy Jaego: 2/3 szans na powodzenie rozkazów, trzy kostki w pojedynkach. To co może zrobić fajnego, to zmusić swój statek do lotu- ma do tego specjalny rozkaz, który udany pozwala mu się zachowywać w ruchu tak jak smokom czy sterowcom. Może dzięki temu przelatywać nad wyspami, innymi okrętami czy driftować po falach jak starym golfem po oblodzonym parkingu. To co warto zaznaczyć, a czego nie znajdziecie w opisie w podręczniku to brak okrętu wsparcia, ale to się wytnie ;)

Galerie

Strona główna » Figurki » Galerie » Vangheist z „Cienistego Widma”

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków