Dreadfleet – historia prawdziwa

9 maja 2017 dodał Karol

Historia zaczyna się na Sartosie- wyspie piratów, szepczących po nocach historie o Cmentarzysku Galeonów, na które nad ranem trafi wszystko, co zginie na morzu. Zaczyna się w momencie, w którym plotki zamieniają się w koszmar, przybywający na wyspę pod postacią Nieumarłych.

Kapitan „Nocnej Straży”, nieustraszony Jaego Roth, wracał sobie tej nocy do domu, gdy ni z gruszki ni z pietruszki, zauważył okręty płonące w dokach. Wiedział, że nikt nie byłby na tyle głupi by zaatakować miasto z morza, ale cóż… najwyraźniej pływający zamek stojący na resztkach galeonów, statek-widmo i mechaniczny kraken o tym nie wiedziały. Jaego robił co mógł by uratować familię, ale jedyne co mu się udało wynieść z płonącego domu to artefakty po tacie. I to był właśnie moment, w którym klamka zapadła: Hrabia Noctilius musi odejść!

Roth nie był w ciemię bity- wiedział, że jego stateczek, choć fajny, na wampira nie da rady. Ruszył więc do Imperium z nadzieją, że świątynia Sigmara pomoże- skoro Sigmar ubił Nagasha, to i z jakimś Noctiliusem pewnie przyjmie wyzwanie. Opłynął więc Stary Świat, na wysokości Marienburga wpłynął na Reik i znalazł brykę dla siebie. „Młotodzierżca” okazał się okrętem flagowym świątyni Sigmara i największym okrętem zbudowanym w stoczniach Imperium. Mimo to Jaego strasznie się zaskoczył, gdy okazało się, że nikt nie chce mu go dać w prezencie, tłumacząc się jakąś lamerską flotą Chaosu i plotkami o końcu świata idącym z północy. Pirat zachował się więc po piracku: okręt zakosił, a pościg posłał na dno jedną salwą burtową zostawiając flotę imperialną na pastwę Chaosu.

Wyposażony w fajny pojazd Jaego zorientował się szybko, że sam nie da rady. W końcu statek, mimo że fajny, nadal był tylko jeden, a Sartosę spaliły przynajmniej trzy. Czas było zbudować własną flotę, a że ani stoczni, ani czasu nie było, zostało zrekrutować najemników. To jednak trzeba mieć za co zrobić, ustawiono więc ster na południe i ruszono do Nehekhary by splądrować Zandri. Trzystu marynarzy w zamian za pełne skrzynie złota wydawało się dobrym interesem, ale ucieczka przez trupami posłała wszystkich na wschód, do Arabii, gdzie za zdobyczną kasę dało się zdobyć pierwszego sojusznika: Złotego Czarodzieja na „Płonącym Sejmitarze”, a chwilę później królową piratów Aranessę Saltspite z „Ryby Piły”. Z taką ekipą można było rozpocząć polowanie.

Można było zacząć poszukiwania wroga, tylko gdzie?! Okazało się, że fanty po tacie i poloty kolegów wystarczą. Dodatkowo wyszło z tego, że flota Noctiliusa trochę się rozrosła i nie dość, że dołączył do niej nieumarły Lewiatan, to jeszcze ponoć jakaś mumia wkurzona na obrobienie jej piramid wygraża się, że dopadnie Rotha. Dziwni Ci nieumarli, jacyś tacy uraźliwi, nie to co pełni wybaczenia piraci poprzysięgający krwawą zemstę… Gdy jednak wciąż nie udało się namierzyć cmentarzyska, piraci postanowili skorzystać z fortelu: skitrali się w Luccini i postanowili czekać, aż ktoś ich zaatakuje. Plan okazał się doskonały! Flotę przegoniono, ale jako że miała to być pułapka, to trochę nie pykło, bo banda troposzy rozwiała się we mgle.

Dopiero pomoc Złotego Maga rozwiała wątpliwości: Noctilius zawsze ucieknie ze świata śmiertelników do swej mrocznej domeny, a jedyne co można uczynić, to podążyć tam za nim. Bez wsparcia ludzkich królestw wydawało się to niemożliwe, ale na ratunek przybyły krasnoludy! Nie, chwila! Na ratunek przybyto krasnoludom. Ekipa Jaego uratowała załogę tonącego Ironclada, przez co zyskała sojusznika w jej postaci, gdy ta tylko przesiadła się na maszynkę większą i potężniejszą. Red Brokk Gunnarson dołączył do floty na pokładzie „Gromu Grimnira”, zwłaszcza że miał osobiste porachunki z kapitanem pewnego mechanicznego krakena.

Cała wesoła gromadka zaczaiła się w Barak Varr, uzupełniła zapasy wody, żarcia i amunicji, po czym doczekała do odpowiedniej nocy by przenieść się na Cmentarzysko i… słuch o niej zaginął. Mówi się, że Młotodzierżca mimo floty przeniósł się na nie sam. Inni twierdzą, że mimo wszystko udało im się tam spotkać i zrobić zadymę. Żadna z plotek nie tłumaczy, skąd we flocie piratów wziął się ten cholerny statek elfów…

Wiadomo tylko tyle, że miesiące później kolejne plotki twierdziły, iż zatopione wraki zostawały już na swoich miejscach, a najazdy nieumarłej floty ustały. Przypadek? Nie sądzę…

No to witamy w Dreadfleecie! Fotki na dowód, że floty gotowe. Spodziewajcie się kolejnych wpisów z opisami i dokładniejszymi zdjęciami okrętów… kiedyś tam, jak znajdę czas ;)

Galerie

Strona główna » Figurki » Galerie » Dreadfleet – historia prawdziwa

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków