Wypluwki #4 – Noworoczne postanowienia

5 stycznia 2017 dodał Karol


Fragment „Stworzenia Adama” Michała Anioła

Jak Wam pewnie wszystkim wiadomo, jest jedna metoda, żeby przez 365 dni się za coś nie zabrać – wystarczy to sobie postanowić w Nowym Roku ;)
Nie planuję jednak ani wyprawy na siłownię, ani zmiany pracy, chociaż jakby ktoś chciał się ze mną wybrać do szkoły tańca to nie pogardzę… ale od lutego! ;)
Mimo to, gdy tak sobie na zakończenie roku podziwiałem zachód słońca ze Śnieżki, czy teraz gdy pakuję sprzęt na wyprawę do kopalni, stwierdziłem że warto by było jednak pozostawić coś na piśmie. Nowy rok, nowy cykl, nowe cele i marzenia – coś z tym fantem trzeba zrobić. Co więc stary najmita sobie zaplanował?

Jako że nie jest to blog podróżniczy, to o planach wycieczkowych czy motorze opowiadać nie zamierzam. O rozwoju osobistym też nie będzie, więc mielenia o motywacji, zmianach, celach i nadziejach – nie! (no chyba że w kwestiach modelarskich). Co planuję w związku z grami i modelami? Oto jest pytanie!

Dziwnym pewnie nie będzie, jeśli w planach tych co chwila wracać będzie kwestia Baltazara – w końcu skądś zasoby i narzędzia brać muszę. Fajnie zaprojektować grę i schować ją do szuflady. Jeszcze fajniej ją gdzieś wysłać i zadbać o swoje nazwisko na pudełko- przy większości wydawnictw nawet da się przy tym trochę kasy na pączka uzbierać. Niestety jestem starej daty, wychowałem się na MacGyver’ze i warsztacie ojca zbierającego stolarskie przydasie. Jak chciałem mieć model statku do puszczania na stawie, to musiałem sobie znaleźć w lesie jakąś odłamaną gałąź, oskrobać scyzorykiem, wyszlifować, obstukać dłutem, wygrzebać skądś gwoździki i sznurki, i dopiero gdy już wszystko było gotowe dostawałem zgodę na upaćkanie tego lakierem do drewna, by później móc się pochwalić kolegom. Zakupów w Internecie nie było, a pierwszy sklep modelarski w swoim życiu znalazłem 250km od rodzimej wiochy gdy kończyłem podstawówkę. Niby można było w kiosku kupić „Małego modelarza”, ale wygrzebanie tych 28 tysięcy złotych było dla mnie nie lada wyzwaniem…
Po co te sentymenty, zapytacie? Bo to od nich się wszystko zaczęło. To przez ten głupi statek każdą grę chcę od początku do końca robić sam – zaprojektować, opisać, upaciać obrazki, wykonać projekty, wysłać do drukarni, wyciąć pudełka, popakować do kupy i pochwalić się kolegom. Fakt że czasami korzystam z łatwiejszych rozwiązań, ale jakoś nie widzę opcji, żeby ktoś ich szukał za mnie. A ten kartonowy czołg z „Małego modelarza” też pamiętam, stąd nie mogę odpuścić kartonówek. I to jest właśnie coś, co mi w perspektywie kreatywnej układa plan na 2017 rok.

Zacznę jednak od podsumowania roku poprzedniego:

  • figurkowo: pomalowałem Kosmiczne Wilki dla kolegi, dosypałem kilogramy nowych figurek do pojemniczka „do pomalowania”, utknąłem na gnoblarach mających zasilić orcze szeregi. Za największe osiągnięcie uważam skończenie całego Dreadfleet’a, choć zrobienie porządnych zdjęć statków jakoś mi nie wychodzi. Ogólnie to nie był rok dla figurek.
  • makietowo: na etapie projektów i wydruków poszerzyłem zestaw wioseczki fantasy zamieniając go w miasteczko, zaprojektowałem i wydrukowałem całą nekropolię, opracowałem do końca wizję Akity4 jako (nie wiem czy nie ostatniego) zestawu makiet SF. Do tego było sporo projektów mat, ale to chyba nie jest to co chcę robić (choć wreszcie ogarnąłem to sprzętowo jak należy i nieprzyjemność prac nie wynika już z niewydolności komputera). W kwestii samego budowania to był rok pustynnego miasteczka i można nim zapełnić cały stół w naprawdę korzystnej formie skirmishowej (ostatnie szlify odbędą się już w klubie). Szkoda że już mało kto z zapalonych figurkowców gra u nas w cokolwiek innego niż Starłorsy, bo mam poczucie, że cała praca się marnuje…
  • karciankowo: wydałem FetOrki, dorobiłem 3 dodatki do Kart Zagłady, zmontowałem końcowe ich pudło na 1440 kart. Po drodze rozpisałem zasady pod kolejne gry: testowałem nowe zasady do Loa1000D, stworzyłem podwaliny pod karciankę o wojnie płci, zabrałem się za dość depresyjną grę w której z założenia się przegrywa, pytaniem jest tylko „kiedy?”, rozrysowałem mechanikę do gry o walce aniołów z demonami oraz zdążyłem już dwukrotnie przebudować założenia gry o krasnoludach. Grunt, że cokolwiek z tego projektowego chaosu doprowadziłem do końca! (BTW: Sanctum Mortalis też skończyłem, nie wiem jak się to stało, że utknęło przy korekcie)
  • blogowo: sami widzicie. Najmita sobie leży i odpoczywa. W sklepiku ostatni dodatek Kart Zagłady miał ponad półtora miesiąca latencji od wydruku do udostępnienia do sprzedaży. Nawet stronami na fejsie nie mam ani sił, ani chęci by się zajmować, odkąd przypadło mi adminowanie stroną pracodawcy. Nie ściemniajmy: w sieci mogło być lepiej.

Podsumowując – hobbystycznie to nie był najlepszy rok, bo stać mnie na więcej. Z drugiej strony: dwie gry zrobiłem! Mogę się tłumaczyć obowiązkami w pracy, dużą odpowiedzialnością i stresem, ale tak naprawdę to był po prostu zajebisty rok, w którym bardziej niż kreatywnością cieszyłem się codzienną pracą i tlenem.

No to co w końcu w tym 2017?
Na siłownię nie pójdę, nie ma bata! Z resztą użyjmy tych samych myślników.

  • figurkowo: chcę wreszcie skończyć te przeklęte gnoblary, pomalować Imrika, bo jego smokowi już smutno i kurzawo, chciałbym wreszcie zrobić Shaggotha. Wszystko najlepiej do lata, ale jak zdążę do grudnia, to też styknie. Gdy już się z tym uporam poleci reszta: malowanie krasnoludów i babeczek. Mam masę krasnoludzkich i kobiecych modeli którymi chciałbym się zająć, ale przegrywają z priorytetami. Jak choć część z nich dotrwa do końca roku, to będę szczęśliwy.
  • makietowo: czas pustynne miasteczko uszczegółowić, obfotografować i wystawić na widok publiczny. Potem to samo zrobić z miasteczkiem fantasy i nekropolią. Mam nadzieję do marca móc tak samo mówić o Akicie. Jak uda mi się zabrać za modele to i drzewka chciałbym wreszcie porządnie przystosować do grania i zrobić kilka pól pszenicy. Jeśli do końca roku dorobię do tego jeszcze coś w fallout’owym klimacie albo warowną twierdzę, to będzie to ponad planowaną normę. Na tym zabawy z kartonowymi makietami najprawdopodobniej się zakończą. Co z matami? Myślę, że zostanie mi jeszcze zrobienie maty do Akity, później odpuszczam zupełnie. No chyba, że coś kosmicznego do Starłorsów, jak koledzy poproszą.
  • karciankowo: chcę ukończyć zaczęte projekty. Wśród priorytetów leży gra mroczne fantasy/postapo/SF z piersiastymi pannami oraz okołofabularna gra o krasnoludach na przynajmniej 1000 kart (przez co pewnie niestety zbyt wielu kolorów znaleźć się w niej nie da). Anioły z demonami trzymają kolejne miejsce, wojny płci muszą jeszcze poczekać. Może ruszę coś na silniku Gladio, ale przyznam szczerze, że mi się nie chce.
  • blogowo: czas pokaże. Nie mam żadnych planów dotyczących częstotliwości czy ilości publikowanych tekstów. Czuję, że język mam coraz uboższy i nie pisze mi się już tak fajnie jak kiedyś. Nie wiem, czy nie przerobię stronki wydawnictwa: to akurat taka mała tradycja, więc czemu nie? Na tym etapie wszystko przede mną.

To by było chyba na tyle jeśli chodzi o plan prac i „plan wydawniczy”, mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. Zapowiada się kolejny nudny rok, ale kto wie? Może tym razem uda mu się ciekawie zaskoczyć. I tego właśnie w Nowym Roku życzę i Wam, i sobie.
I chociaż Wy idźcie na siłkę! ;)

Wypluwki ,

Strona główna » Wypluwki » Wypluwki #4 – Noworoczne postanowienia

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków