Miasto pustynne – instrukcja krok po kroku

19 stycznia 2015 dodał Karol

Tak. Nadal żyję. I o dziwo działam. Tylko że w tej norze zimą już naprawdę nie da się zrobić nawet jednej porządnej fotki żeby się czymś pochwalić. Ale skoro dziś i tak „Blue Monday”, to komplet depresyjnych fotek robionych kawałkom kartonu wieczorową porą (przy sztucznym świetle) i na tle zakurzonej klawiatury nie powinien Wam przeszkadzać… ;)
Żeby było śmieszniej: szansa żeby przy dobrym świetle zrobić porządnym aparatem zdjęcia w całości sklejonego miasteczka też już była, ale została zaprzepaszczona z powodów tak bezsensownych, że aż szkoda gadać. Następna będzie za dwa tygodnie, jak dobrze pójdzie. Póki co poznajcie nowe arkusze z Baltazara- miasto pustynne. Tak suche jak moje dowcipy i tak kolorowe, jak tegoroczna zima. Ale po kolei!



Jak widać na załączonym obrazku, wzorów arkuszy jest 9, wszystkie po dwie sztuki. Łącznie daje nam to 18 arkuszy: tyle co w Wiosce fantasy, tylko różnorodniej. Zawierają one wszystko czego potrzeba do sklejenia całego fragmentu miasteczka, czyli podstawki, cztery różne bryły budynków różnej wielkości, kilka szopek i spory zestaw przybudówek, w tym zwyczajnych, płóciennych daszków. Całość zostało więc wyciąć z grubsza…

… a później można zrobić to już dokładnie …

Tu zaczyna się wstęp do trudniejszej roboty. Na początek przychodzi zacząć od pozaginania wszystkich krawędzi w miejscach do tego przeznaczonych. Jak w wypadku wcześniejszych projektów robimy to po prostu kładąc linię zgięcia na jakiś prostopadły kawałek mebli i przytrzymując dłońmi zaginamy używając kciuków. Dokładnie tak jak na tej cudownej retrospekcji z Bazy SF:

Gdy już uda Wam się wszystko pozaginać (a trudno nie jest, bo tylko „schodki” mają jeden moment, w którym zrobić to trzeba w drugą stronę), czas zabrać się za klejenie. Do tego polecam „klej magic” – do papieru jak znalazł, a ma też świetny aplikator. To tani (zwykle do 3zł za tubkę 45g) i dobrze trzymający klej introligatorski, który po zaschnięciu robi się bezbarwny- uwielbiam go głównie za to. Ja zacząłem od konstrukcji największej, ale i najprostszej:

Te części trzeba było skleić. Najpierw w jednym miejscu żeby klej porządnie chwycił, potem z drugiej strony…

…by później nasmarować górne listki i przyłożyć je do góry nogami do leżącej na blacie części odpowiadającej za dach…

… i osiągnąć zamierzony efekt:

To samo należało więc zrobić z mniejsza wersją tego budynku:

Jego dwupiętrową wersją:

A nawet malutkimi lepiankami:

Później przyszła kolej bardziej precyzyjnych i skomplikowanych (z przymrużeniem oka) wzorów, czyli drewnianych skrzynek:

Wymagały trochę cierpliwości i precyzji, ale na szczęście klej mocno pomagał :)
Dzięki temu można było zabrać się za schodki:

Te ze złożeniem w środku w druga stronę wymagały precyzji i koordynacji jeszcze większej, na szczęście nie na tyle wielkiej, by wzywać do tego zadania chirurga. Na tym etapie moje lenistwo powiedziało dość. Ale w końcu dorobiłem resztę, bo to właśnie było coś co miało urozmaicić ten zestawik prostopadłościanów. Chodziło oczywiście o szopki i przybudówki. Jedne od drugich odróżnicie po tym, że przybudówki nie mają tylnej ścianki. Na dodatek te niższe z nich, mają sobie swobodnie wisieć na ścianach tworząc daszki nad różnymi ich elementami. Wszystkie te elementy wyglądają tak:

Najpierw skleić więc wypadało standardową i niezależną konstrukcyjnie szopkę pokrytą deskami:

Później jej przybudówkowy odpowiednik. Cała sztuka polegała na tym, by deski z dachu nie sięgały poza powierzchnie odpowiadające za przyklejenie do ściany. Ściany przybudówki nie musiały być prostopadłe do siebie, wyszedłem więc z założenia, że za punkt odniesienia spokojnie posłużyć mogą krawędzie dachów.

Analogiczne (choć niższe) okazały się daszki. Pierwszy też pokryłem deskami.

Kolejne musiały mieć już pokrycia udające płócienne. Tu zorientowanie ścianek na krawędzie z listkami było już kluczowe, nie opcjonalne, żeby listki nie musiały na siebie zachodzić- nie ważne czy przy opcji przybudówki, czy daszku.

Wszystkim bawiłem się około dwóch wieczorów po pracy, w międzyczasie zajmując się gapieniem w monitor, ale myślę że bez pracy i bez seriali da się wszystko zrobić w jeden dzień ;)
Wszystkie elementy zestawu po wycięciu i sklejeniu wyglądały tak:

Krawędź płyty na której wszystko stoi ma 70cm jakby ktoś pytał o skalę ;)
Jeśli ktoś miał już do czynienia z takimi bryłami, pewnie spokojnie może wyobrazić sobie co dałoby się z tego zrobić. Ja z efektami końcowymi poczekam na chociaż znośne oświetlenie. Wtedy na pewno nie omieszkam się pochwalić całością ;)

Makiety, Moje makiety, Poradniki modelarskie , , ,

Strona główna » Figurki » Makiety, Moje makiety, Poradniki modelarskie » Miasto pustynne – instrukcja krok po kroku

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków