„Snowpiercer: Arka przyszłości” (2013) – minirecenzja

24 marca 2014 dodał Karol

Jako człowiek spędzający tyle czasu w pociągach nie mogłem sobie tego filmu odpuścić. Mimo że jakiś kolejny geniusz jego premierę w Polsce zaplanował na kwiecień tego roku. Ale co się dziwić, skoro jesteśmy krajem trzeciego świata i wszystko jedzie do nas pociągiem, który potrzebuje roku na okrążenie planety.

O co w filmie chodzi? W samych napisach wstępnych dowiadujemy się, że w związku z narastającym globalnym ociepleniem jakieś mądre głowy dochodzą do wniosku, że rozpylenie w atmosferze dziwnego środka powinno mu zaradzić. No i działa na tyle skutecznie, że doprowadza do epoki lodowcowej na takim poziomie, że całe życie na naszej planecie dosłownie zamarza. Ostatnią ostoją cywilizacji zostaje międzykontynentalny pociąg napędzany silnikiem, który sam generuje sobie energię. Prawie że perpetum mobile. Siedemnaście lat, jeden pociąg, ostatni ludzie na ziemi. Stłoczeni w pojedynczych wagonach jak bydło i czekający na lepsze jutro. Ale nie mają już wiele nadziei i gotowi są nawet zginąć, by choć raz zamiast proteinowego batonika spróbować kurczaka.

Cały film rodził we mnie masę skojarzeń. I choć siłą rzeczy, wynikającej z budowy pociągu, jego scenariusz był trochę liniowy, to potrafił nieźle zaskoczyć (Most Jekatieriny rządzi!). Z jednej strony był to niby film postapo, ale jakoś ograniczyło się to do życia w bezpiecznych warunkach schronowych. Z drugiej strony była to wizja totalitarnego społeczeństwa opartego na systemie klasowym, w którym da się zaplanować wszystko dopóki coś nie walnie (jak w „1984” Orwela). Z kolejnej strony nie dało się uniknąć zwykłego skojarzenia z Arką Noego i próbą ocalenia ludzkości, ale bez obietnic wszystkowiedzącej istoty na temat szans przetrwania.

Całość poza byciem nawet znośnym, choć na pewno nie lekkim Sciencie Fiction, okazało się świetną obserwacją społeczną. Tak naprawdę ten sam scenariusz dałoby się umieścić w schronie atomowym i niewiele by na tym utracił (poza przejazdem przez Most Jekatieriny), a nawet wiele w scenografii nie trzeba byłoby zmieniać. Jednak wszystkie portrety psychologiczne, motywacje bohaterów, ich podejście do sytuacji w której się znaleźli, uważam za naprawdę fajny kawał oryginalnych i ciekawych pomysłów. No i mimo iż większość z nich da się przejrzeć na wylot, bo strasznie oryginalne nie są, to budzą poczucie całkiem ciekawej, mimo iż nieprzemęczającej rozrywki umysłowej. Nawet na sesję RPG pomysł odlotowy, bo tak naprawdę wybory moralne bohaterów do samego końca jednoznaczne nie są. Tu nie walczą słuszne idee z niesłusznymi, ani dobro ze złem. Tu walczą emocje, często nieracjonalne, z racjonalnym, acz uprzedmiotawiającym podejściem do człowieka. Walczy tu dobro i komfort psychiczny jednostki, z dobrem i stabilnością ogółu. Walczy przetrwanie jednostki z przetrwaniem całej ludzkości stłoczonej w wagonach. Czy ktokolwiek może być tu zwycięzcą?

Więcej nie powiem, bo ani spolerować nie chcę, ani krytykiem nie jestem. Po prostu obejrzycie jeśli będziecie mieli okazję. Naprawdę polecam.
Proszę wsiadać, drzwi zamykać!

Filmy , ,

Strona główna » Filmy » „Snowpiercer: Arka przyszłości” (2013) – minirecenzja

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków