William King „Zabójca Demonów” – pseudorecenzja

17 września 2013 dodał Karol

Trochę czasu minęło od moich ostatnich wypocin na temat sagi Gotreka i Felixa, ale szczerze mówiąc wolałem czytać kolejne tomy niż o nich pisać. Teraz jednak, gdy powoli zaczynają mi się zlewać w jeden, postanowiłem ogarnąć sprawę i zabrać się do podzielenia się z Wami wrażeniami na temat jej trzeciej części.

Po wielkim zamieszaniu w Nuln, Gotrek z Felixem zostają odnalezieni przez grupkę krasnoludów, które powołując się na stare przysięgi rekrutują ich do brawurowej wyprawy w kierunku… Pustkowi Chaosu. Zabieramy się więc za książkę, która nie dość, że uświadamia nam iż Gotrek już tam kiedyś był, to jeszcze wysyła go tam ponownie w bardzo heroicznym stylu.

W spoilerowaniu i tak nie pobiję autora, który nadając tytuły idealnie podkreśla z kim przyjdzie komu walczyć. To samo tyczy się edytorów, którzy z tyłu okładki opisują jedną z finałowych scen, więc nie poczuję się dziwnie zdradzając Wam, że w całej książce nasi bohaterowie poznają: uroczą kislevską szlachciankę Ulrikę, imperialnego maga Maxa Schreibera, oraz gromadę naprawdę oryginalnych krasnoludów. Przy okazji zwiedzą kawał świata, od Middenheimu, przez Kislev, po same Pustkowia Chaosu.
To tutaj też po raz pierwszy poznamy zabójcę- inżyniera Mallakai’a oraz jego wynalazki, dzięki którym on sam może biegać jak Rambo (tylko z góralskim akcentem), poznać kislevskie tradycje kresowe (opierające się głównie na piciu wódki) oraz zapoznać ze Snorrim Gryzonosem, którego odwagę i pociąg do trunków przerasta tylko jego własna głupota. Fajnie? Jasne, że fajnie, zwłaszcza że wszyscy lecą jednym sterowcem. Na dodatek stary, choć włochaty kolega Thanquol wcale o nich nie zapomniał i podąża za nimi uparcie, aby przechwycić latającą machinę, wydającą mu się obecnie najpotężniejszą w miarę konwencjonalną bronią na świecie.

W książce dostajemy naprawdę porządną porcję heroic fantasy, która dzięki obecności zabójcy-inżyniera dostaje solidny zastrzyk industrialno- steampunkowych klimatów. Sterowce, obrotowe działa, bomby i żyrokoptery to coś, co naprawdę przyciąga uwagę i skupia ją przez całą książkę (przynajmniej u mnie tak to działało). Całość napisana naprawdę sprawnie, a i przetłumaczona bez większej ilości baboli, dzięki czemu spokojnie trafia na listę moich ulubionych książek, mimo iż Czarną Biblioteką raczej się znajomym nie chwalę.

To co jednak urzekło mnie najsilniej, to wchłonięta przez Pustkowia Chaosu krasnoludzka twierdza Karak Dum. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, jak mogłyby wyglądać oblężona latami przez Chaos twierdza krasnoludzka, to tutaj się tego bez łaski dowiecie. A że naprawdę robi wrażenie, to chyba dodawać nie muszę.

Co do pełnej fabuły sagi dodaje ten tom? Wyjaśnia kawał historii Gotreka, wyjawia skąd jego topór trafił w jego łapki, opisuje krasnoludzkie operacje w rejonach Pustkowi oraz doskonale przedstawia ten kawałek geografii młotkowego świata. Szczerze mówiąc zawartych w nim informacji wystarczyłoby na niezłą kampanię do walk podziemnych, która od jakiegoś czasu nie daje mi już spać. Na szczęście mam wrażenie że wyrosłem już z takich rzeczy i nie będę Was nimi molestował (chociaż głowy nie dam).

To chyba tyle. Chaotycznie i nieskładnie, ale to chyba nikogo tu nie dziwi. Po prostu jeśli jeszcze nie poznaliście tej książki, to wiedzcie że warto. Saga Gotreka, nie dość że trzymała poziom, to tym tomem jeszcze mocniej podnosi poprzeczkę, do której inne pozycje Czarnej Biblioteki mogą mieć problem z dorzuceniem przy sporym wymachu. Po prostu: polecam!

Książki , , , ,

Strona główna » Książki » William King „Zabójca Demonów” – pseudorecenzja

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków