William King „Zabójca Trolli” – recenzja

26 lipca 2013 dodał Karol

Stało się! Wreszcie książka ze świata Warhammer’a, o której mogę powiedzieć, że to kawał dobrej fantastyki! Aż sam się wstydzę, że przez te wszystkie lata polecania mi jej nie sięgnąłem po serię ani razu. Wiem, że zdążyłem już opisać szósty i ósmy tom całej sagi, ale wreszcie czas zacząć od początku: i to początku z prawdziwym, klasycznym, młotkowym pierdolnięciem!

„Zabójca Trolli” to wydany w 1999 roku pierwszy zbiór opowiadań o przygodach Gotreka i Felixa. Zbiór opowiadań połączonych w jeden, spójny wątek, który stał się podwaliną pod kolejne tomy wspaniałej sagi. Nie będę się rozdrabniał, z ocenianiem, bo skończyłoby się na nieskończonych „achach” i „ochach”, a nawet nie umiałbym wytłumaczyć skąd się wzięły. Może z faktu, że temat aż fizycznie pachniał pierwszą edycją WFRP?

Książki nie połknąłem w całości, bo nie miałem na to czasu. Na szczęście jej podział na osobne opowiadania ułatwił sprawę, dzięki czemu mogłem ją powoli dawkować co króciutki wieczór. Szczerze mówiąc nie żałuję, bo mogłem się nacieszyć każdym opowiadaniem bez rozpraszania się wrażeniem kolejnego. Może czasem wydawały mi się one trochę za duszne i zbyt kojarzące się z lekko psychodelicznym klimatem ilustracji ze starego młotka (mutanty jak z obrazów Breugel’a), ale gwarantuję Wam, że niewiele odbiegały one od współczesnej wizji świata Warhammer’a. Ba! Saga o Gotreku, to ta, która tę współczesną wizję właśnie budowała!

Co zawierają opowiadania? Już spieszę, choć bez spoilerów (w miarę skromnych możliwości):

Geheimnisnacht
To pierwsza przygoda Gotreka i Felixa, tocząca się w tę mroczną noc. Zagubieni na gościńcu trafiają do przydrożnej karczmy, w której poznają historię znikającej w okolicy młodzieży. A że całość wiąże się z dziwną opowieścią o nieoznakowanej, czarnej karecie, która o mało nie rozjechała Gotreka… sami wiecie- topory nie lubią próżni!

Wilczy Jeźdźcy
Po wcześniejszej przygodzie, nasi bohaterowie wędrują na południe, by przy przekraczaniu Przełęczy Czarnego Ognia dołączyć do taboru wygnanej ku Księstwom Granicznym rodziny von Diehl. Na rodzinie ponoć ciąży klątwa, co w jakimś stopniu może wyjaśniać dlaczego naszym bohaterom przyjdzie stanąć naprzeciw całej armii krwiożerczych goblinów…

Mrok Pod Światem
Nasi bohaterowie będąc już niedaleko, postanawiają zajrzeć do opanowanej przez zielonoskórych twierdzy Karak Osiem Szczytów- rodzimej twierdzy Gotreka. Nie żeby tak jakoś bezinteresownie- po prostu usłyszeli o porzuconym w niej skarbie i okropnym trollu, na którego nasz Zabójca nabrał apetytu. Wraz z nim trafiają tam templariusze, poszukujący miecza zagubionego przez jednego z nich. Co uda im się tam znaleźć? Dużo, naprawdę dużo rzeczy!

Znamię Slaanesza
Wracając z krasnoludzkiej twierdzy ku bardziej „cywilizowanym” rejonom, nasi bohaterowie trafiają na bandę mutantów, którą dość mocno przetrzebiają. Niestety Gotrek dostaje kamieniem w łeb, przez co robi się lekko nieswój. Trafiają do małego miasteczka, w którego jedynej karczmie panoszy się syn właściciela z kumplami. Biedny Felix, stara się jak może, a roboty przed nim co nie miara. Na jego miejscu miałbym traumę, ale trzeba przyznać- miał chłopak jajca!

Ciemność i Krew
To najdłuższa historia z całego tomu, bo ciągnąca się na niemal 70 stron. Całość rozbija się o prostą historię: banda zwierzoludzi pacyfikuje sporą wioskę, nie zważając nawet na jej silne umocnienia. Dziwnym zbiegiem okoliczności zostawiają jednak przy życiu małą dziewczynkę, którą odnajdują nasi bohaterowie. Strona za stroną poznajemy historię armii zwierzoludzi, w sercu Imperium budowaną przez zgorzkniałą kobietę- Wojownika Chaosu (Zbroje Chaosu i cycki w jednym miejscu! Miodzio!). Czy jej pochód da się zatrzymać, zanim w niezrozumiały sposób uda się jej przebić przez kolejne ufortyfikowane miasto? Ciężko byłoby pisać dalej, gdyby nie, ale kurczę- w jakim stylu!

Władcy Mutantów
Nie da się ukryć, że ten tom „Zabójcy” stworzony został w niemal nieskażonym i czystym klimacie skażenia i zepsucia. Wszędzie tylko Chaos i mutanci, także tutaj. Gdy nasi dwaj śmiałkowie po kolejnej rzezi mutantów trafiają do paskudnej i depresyjnej speluny poznają historię pobliskiej wieży i czarnoksiężnika, który postanowił w niej zamieszkać. No nie zgadniecie, co postanawiają uczynić!

Dzieci Ulrica
To ostatnie i w sumie najmniej Warhammer’owe opowiadanie w tym tomie. Czemu najmniej? Ponieważ jak na mój gust, GW mocno temat wilkołaków olało. A tu mamy takie ładne, klimatyczne, choć króciutkie i proste opowiadanie właśnie o nich. Wprawdzie nic wielkiego z niego nie wynika, a i nawet porządnego zakończenia nie ma, ale myślę, że ten cytat określić można za jeden z najfajniejszych smaczków z tych dotąd w świecie Warhammer’a przemilczanych (UWAGA! SPOILER!):

”Powiadają, że kiedy świat był młody, Ulric wędrował pośród ludzi i płodził dzieci ze śmiertelnymi kobietami. Dzięki jego krwi te dzieci potrafiły zmieniać swoje kształty między formą wilczą, a człowieczą. Dzięki temu wyruszyły po całym świecie. Niektórzy mówią, że ich krew została spaczona, gdy nadszedł Chaos i teraz pożywiają się ludzką krwią.” (str. 267)

No jeśli ten kawałek, nie buduje Wam w głowach nieskończonych możliwości rozwijania tak zaniedbanego tematu, to niestety niewiele na to poradzę… ;)

Czekam, aż pocztą dojdzie do mnie kolejny tom (oczywiście to normalne, że z moim szczęściem kupuję całą sagę POZA drugim tomem) i zamierzam na spokojnie dawkować go równie przyjemnie co „Zabójcę Trolli”. Póki co podrzucam go żonie- jeśli chce się znać na literaturze brytyjskiej, to niestety musi go poznać. Musi!

Książki , , , ,

Strona główna » Książki » William King „Zabójca Trolli” – recenzja

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków