„Zabójca wampirów” William King – niby recenzja

5 lipca 2013 dodał Karol

Długo nie mogłem się zabrać za opis tej książki. Jeszcze dłużej będę musiał poczekać, aż będę mógł ją opublikować. Oprócz tego do końca nie będę wiedział, czy to co tu napiszę, to dokładnie to co bym o niej napisać chciał.

Gotrek i Felix, główni bohaterowie tej książki, są chyba najbardziej wyraźnymi postaciami całego uniwersum Warhammera. Żeby było śmieszniej, przez wszystkie tomy sagi podróżują po takich okolicach i spotykają się z takimi przeciwnościami losu, że nawet najwięksi gracze świata nie mają tak wielkiego wpływu na jego losy jak oni. Oczywiście cesarz, królowie i wielcy magowie wyposażeni w najpotężniejsze artefakty i dowodzący największymi armiami przesuwają pionki po planszy historii, ale tak naprawdę to Gotrek z Felixem wydają się być w tej grze kostkami decydującymi o wynikach posunięć.

Do sagi zabrałem się tak naprawdę „od d**y strony”, czyli jak zwykle: czytając to co mam, a nie to co by wypadało. Jako że pierwszym posiadanym przeze mnie tomem był „Zabójca Wampirów”, to właśnie o nim przychodzi Wam teraz czytać moje kolejne wypociny.

Po odparciu ataku Chaosu na Praag, Gotrek z Felixem zaskarbili sobie spory szacunek ludności Kisleva. Jednocześnie ich przyjaciele, z szalonym zabójcą inżynierem Mallakai’em, Snorrim Gryzonosem, magiem Maxem Schreiberem i kislevską szlachcianką, byłą Felixa Ulriką, powoli szukają nowych przygód. Nic nie wskazuje na to, aby potworny atak na miasto miał zażegnać zagrożenie ze strony Chaosu, a wręcz przeciwnie: coraz wyraźniejszy staje się fakt, że był on jedynie małym preludium. Niestety jakoś żyć trzeba, a w mieście świeżo po oblężeniu i z nadchodzącą zimą raczej może nie być najłatwiej. W takich właśnie warunkach, miastem wstrząsają coraz częstsze nocne morderstwa związane z rozrywaniem gardeł, a ludzie znów szepczą o demonach. Myślę, że autor wiedział jak zatytułował swoją książkę i stwierdzenie że chodzi o wampira pewnie nikogo nie zaskoczy. Innych rzeczy zdradzać nie zamierzam.

Całość fabuły opiera się o zlecone przez wuja Ulriki śledztwo, mające zabezpieczyć jeden z jego pozornie nieznaczących artefaktów przywiezionych z Khemri. Dalsze losy bohaterów toczą się właśnie wokół tego wątku, zimowych podróży i polowania na wampira. Dość powiedzieć, że nasi bohaterowie doskonale poznają historię Sylwanii, odczują mrok von Carsteinów w zamku Drakenhoff, pogrążą się w filozoficznych rozważaniach na temat tego czy mogą istnieć dobre wampiry, albo bardziej praktycznych: jak je skutecznie zabijać. Tyle wiedzy na temat krwiopijców nie znajdziecie nawet po zebraniu kilku podręczników z różnych edycji tej armii do WFB.

Czy książka mi się podobała? Trochę się dłużyła, ale myślę, że był to wynik bardzo pozytywnego zabiegu, za którym ja nie przepadam, ale moja żona na przykład uwielbia: stylizowanie dość sporej części książki na powieść gotycką. Jak bardzo może się to udać w świecie Warhammera niestety musicie odpowiedzieć sobie sami, bo jak dla mnie na powieści gotyckie muszę mieć nastrój budowany przez mgliste, jesienne wieczory, świece, czerwone wino i zwiewne niewiasty, a rzadko gdy znajdę się w takiej sytuacji mam ochotę na czytanie książek ;)

Ale tak na serio: książka wciąga, a sposób w jaki buduje mroczny klimat krwiopijców, wyjaśnia ich historię i przedstawia w akcji: po prostu urzeka! Dla fana świata pozycja obowiązkowa, tak jak dla mnie od teraz cała saga, którą zwyczajnie w świecie muszę hurtem zakupić. Oczywiście nie byłbym sobą jakbym trochę nie pomarudził, potraktujcie to jednak bardziej jako niezbędny element mojej wypowiedzi, niż autentyczną krytykę w kierunku książki.

Otóż fabuła, poza pewnymi wyjątkami związanymi z losami maga, skupiona jest na dwóch narratorach, opisujących wydarzenia z (uwaga, niesamowite zaskoczenie!) dwóch punktów widzenia: Felixa, który siłą rzeczy przyjmuje tę rolę jako kronikarz, oraz wampira, którego losy śledzimy aby znać wszystkie elementy wątku w kolejności chronologicznej. Dzięki temu możemy czytać nie tylko gotycką powieść detektywistyczną, ale zagłębić się w tajniki działań mrocznej strony. Co w tym złego? Absolutnie nic! Poza tym, że Gotreka w tym jak na lekarstwo. Jego wypowiedzi policzyć by można na palcach galaretowatego sześcianu, a i tak ograniczają się głównie do określenia kierunku podróży albo celu dla jego topora. Poznałem świetną i mroczną przygodę zabójcy, lecz ani trochę jego samego. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie straszna szkoda. Tak naprawdę miałem wrażenie, jakby był w tej książce po to, żeby miał kto wybijać wrogów, bo do małej podróży wielka armia nie pasowała ani trochę. Gdyby nie był głównym bohaterem, to równie dobrze można by resztę drużyny wyposażyć w odpowiednik karabinu Gautlinga, a może nawet miałby więcej do powiedzenia. Przypominało mi to trochę moją pierwszą sesję RPG, gdzie bohaterom „podarowałem” właśnie takiego towarzysza (swoją drogą również Zabójcę). Tyle że to była moja pierwsza sesja, a dla pana Kinga to szósty tom uwielbianej sagi… To tyle z mojej strony w tym temacie.

Książka (a i pewnie cała saga) do przeczytania koniecznie. Nawet moja szacowna małżonka ją zmęczyła, mimo że książki z Czarnej Biblioteki kończyła zwykle gdzieś koło dwudziestej strony. To chyba musi coś znaczyć, nie? Nie mam zielonego pojęcia co, ale coś musi. I przy tym zostańmy.

Książki , , , ,

Strona główna » Książki » „Zabójca wampirów” William King – niby recenzja

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków