Krasnoludzkie czekoladki

14 maja 2013 dodał Karol

Jak człowiek zostaje na dłużej sam w domu, to robi głupie rzeczy. Ostatnio tak się zabawnie złożyło, że moja małżonka z poświęceniem godnym Drużyny Pierścienia, wybrała się dla mnie z samego rana do sąsiedniego miasta po silikon odlewniczy (co bym wreszcie mógł odlać sobie te wszystkie elementy lochów których tutorialami Was męczyłem), by zaraz po tym móc się normalnie wybrać do pracy. Postanowiłem jakoś się jej odwdzięczyć za to szaleństwo. O ile jednak zwykle mam problemy z pomysłami na prezenty, tym razem kwestia była prosta: czekoladę kocha każdy!



Akcja była prosta: w sobotę rano, gdy tylko wyruszyła męczyć studentów zaocznych, wynalazłem z pudełka kilka co ciekawszych figurek krasnoludów ze Skull Pass’a (bo w końcu na co innego poza trzymaniem ich w pudełku mogą się nadać?), ugniotłem z plasteliny podstawki pod prototypy, tak aby zrobić ze wszystkich modele jednostronne, po czym zabrałem się za odlewy dokładnie tak samo jak zawsze. Czasu było mało, więc jakoś nie przeginałem z dokładnością (stąd toporne obwody samych czekoladek i odciski palców na nich), ale sami wiecie: silikon zastyga trochę czasu, a tego potrzebowałem najbardziej.

Oczywiście nie miałem w domu żadnego kleju, więc trzeba było pobiegać po sklepikach osiedlowych, ale koniec końców udało mi się zmontować dwa korytka na formy. Wtedy znowu okazało się, że nie mam już starych przyrządów do odmierzania ilości utwardzacza, ale obyło się bez wybuchów, bo pamięć i „mierzenie na oko” mnie nie zawiodły. Niecałą godzinę po wylaniu formy były gotowe i po dokładnym oczyszczeniu i wyrównaniu (nienawidzę pęcherzyków wynikających z budowy formy, których da się uniknąć!) gotowe były do wykonywania mojego demonicznego planu!

Czekolada to materiał odlewniczy którym się jeszcze nie bawiłem, na szczęście co nieco obiło mi się o nim o uszy. Po pierwsze topienie w miseczce pływającej w garnku z wodą, po drugie temperowanie (dowiedziałem się o nim po fakcie, ale dziwnym trafem okazało się że przez przypadek masa i tak studziła mi się sama w procesie), zapewniły jej lepszą jakość niż się spodziewałem, przez co pominięte na początku odciski palców stały się na koniec wyraźniejsze niż chciałem, ale: grunt że w ogóle się udało! Wlewanie czekolady do form okazało się jeszcze prostsze niż w przypadku gipsu czy żywicy, bo:
a) mniej z niej syfu w całym mieszkaniu,
b) nawet jak coś się zepsuje, to można to zjeść, lub znowu przetopić.

Finalny efekt (czyli zdjęcia pierwszych sztuk) widzicie na fotkach powyżej, chociaż wszystkich czekoladek wyszedł cały talerz (masa jakichś 3 tabliczek). Wprawdzie pęcherzyków powietrza nie uniknąłem do końca, a i same czekoladki dość toporne, ale żona po powrocie do domu zadowolona strasznie. Tyle że od sprzątania i tak nie dałem rady się wymigać…
Kobiety… jakbyś się nie starał i tak im nie dogodzisz!

Ciekawostki , ,

Strona główna » Ciekawostki » Krasnoludzkie czekoladki

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków