John dies at the end – prawie recenzja filmu

10 kwietnia 2013 dodał Karol

Jeśli myślisz, że ten tytuł to spoiler, to zostawię Cię w niepewności, bo ten film to w sumie jedna wielka niepewność i spoiler. Może wynikać to częściowo z tego, że ciąg dalszy losu bohaterów poznajesz jeszcze zanim poznasz wątek główny, a przyznać trzeba, że poznanie pierwszej sceny w filmie sprawia, że z opuszczoną szczęką czekasz na więcej. Czasem dostaniesz, czasem nie, ale wciąż czekasz. Kij, że najpierw żałujesz, że przygotowałeś za mało używek, bo nawet abstynent przy tym filmie płacze, że nie kupił sobie piwa (w życiu nie puszczę go żadnemu pacjentowi), ale jak już wbijesz się w klimat, to możesz w pełni cieszyć się bezsensem fabuły.

Film ten, to połączenie małego studium psychozy, uzależnienia, fantastyki i wątków paranormalnych. Na dodatek w środowisku studenckim. „Las Vegas Parano”, z którym jako pierwszym ten film skojarzyłem, wymięka tu z powodu braku wątków ezoterycznych i nadmiernego skupienia na ówczesnej kulturze…

O co chodzi w filmie? Ciężko powiedzieć, by nie zepsuć całej zabawy. Grupce nastolatków przychodzi troszkę przyszaleć przy eksperymentowaniu z dragami. Pewnie niejeden z dealerów zachwalał już swój „towar” jako „nie z tej ziemi”, ale w wypadku naszych bohaterów trafili bezbłędnie. Od czasu zażycia okazuje się, że dysponują oni niesamowitymi możliwościami umysłowymi, jednak i objawy uboczne nie należą do najprzyjemniejszych. Ładują się tym w kabałę, w której od ich działań mogą zależeć losy świata.

Film jest poryty, ale przez to oryginalny. Nic nie wyjaśnia, ale w sumie też nie musi. Trochę za bardzo wbija się w kwestie używek i ich „otwierania umysłu”, ale w sumie ich nie gloryfikuje, bo również nie musi. Pewne jest tylko to, że koleś który zakwalifikował go jako horror musiał mieć pewien problem z określaniem gatunków.

Naprawdę ciężko mi napisać cokolwiek więcej tak, by nie zepsuć Wam zabawy z filmu. Nawet zwiastuny na tubie za bardzo spoilerują. Jeśli jesteście gotowi zaryzykować obejrzenie pojechanego filmu, z psychodeliczną fabułą, lubicie filmy klasy między A i B, a nie macie innych planów na wieczór, to po prostu spróbujcie. Gwarantuję, że już po 5 minutach będziecie wiedzieć, czy Wam się podoba, czy nie.

Mi się niestety podobał. I teraz męczę nim Was, nic o nim nie mówiąc. Takie życie!

Produkcja: USA (2012)
Reżyseria: Don Coscarelli
Scenariusz: Don Coscarelli

Filmy ,

Strona główna » Filmy » John dies at the end – prawie recenzja filmu

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków