Łzy na sprzedaż – recenzja filmu

9 stycznia 2013 dodał Karol

Pewnie nie raz Wam się zdarzyło widzieć film, który urzekł Was od pierwszej sceny, lecz niestety od połowy zaczął lekko usypiać. Ja miałem tak z tym filmem, choć przyznam że nie z powodu przynudzenia fabułą, a chyba bardziej zmiany konwencji. Nic dziwnego: zaczynasz oglądać film będący połączeniem smutnej historii, bałkańskich, słowiańskich baśni i ciężkich warunków powojennego życia (przy naprawdę sporej dawce czarnego humoru), a kończysz romantycznym dramatem. Koniec końców postanowiłem go jednak polecić z innego powodu: to jedno z najoryginalniejszych postapo jakie widziałem.

Mała Boginka i Ognjenka mieszkają w niewielkiej serbskiej wiosce, w czasie tuż po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Nie wiem czy wiecie, ale w wojnie tej Serbia utraciła praktycznie 2/3 męskiej populacji, zachowując sobie głównie tych facetów, którym albo się poszczęściło i przeżyli jako ranni, albo jeszcze przed wojną nie nadawali się do poboru. Dzięki takiemu stanowi rzeczy obu dziewczynom udaje się zbliżać do wieku staropanieńskiego (21 i 22 lata) bez całowania się nawet z facetem. W ich wiosce mieszkają same kobiety (poza sypiącym się i pomarszczonym staruszkiem), jedyne źródło pożywienia dawno zostało zaminowane, a one same próbują przeżyć zarabiając na pogrzebach jako płaczki (taki tam interes rodzinny). O ile jednak w czasach wojny było za kim płakać, teraz w biznesie lekka posucha, a i kobiece serduszka zaczynają domagać się atencji. Klamka zapada i dziewczyny wybierają się do dziadka Bisy, bo umierać starą panną nie przystoi. Tutaj jednak zaczynają pojawiać się komplikacje, które wpływają na dalsze losy dziewczyn.

Najmocniejszą stroną filmu niewątpliwie są zdjęcia. Klimat lat 20stych połączony z niemal mistycznym światem górskiej, bałkańskiej wioski to coś, co powaliło mnie na kolana. To że film jest śliczny to jednak nie wszystko. Sama groteskowość przedstawiania świata, duże pokłady czarnego humoru i dystans do tragicznej sytuacji społecznej sprawiają, że nie jest to tylko piękny film o cierpieniu i miłości. To film tak antywojenny, a jednocześnie tak od tematyki samej wojny zdystansowany że „Rzeźnia numer pięć” Vonneguta wydaje się przy niej krwawą jatką. Zdarza się. Bo po co pokazywać samą wojnę, gdzie siłą rzeczy człowiek doszukiwać się będzie poświęcenia, cierpienia czy heroicznych czynów, gdy można zwyczajnie pokazać jej skutki. Skutki wymagające poświęcenia, cierpienia i heroicznych czynów, ale tylko dlatego, że tyle zostawiła po sobie wojna.

„Łzy na sprzedaż” to też opowieść o miłości (kobietom może się spodobać, jeśli przetrwają początkowe ciągłe wybuchy), wartościach, o cechach prawdziwego mężczyzny, które wcale nie muszą być takie same u każdego z nich, czy o wchodzeniu w dorosłość w nowym świecie, tak pełnym zmian i chaosu, jakby ludzie nigdy nie zamierzali się niczego nauczyć. I choć zakończenie wcale nie daje wiele nadziei, to jednak rysuje przed widzem obraz, jakby przynajmniej społeczeństwo, a nie opisane w filmie jednostki, miało stać się już niedługo szczęśliwe i kwitnące. Gdyby nie znajomość historii oczywiście, która jak zwykle wszystko psuje.

Film polecany dla każdego fana słowiańskich baśni, historii i dołujących klimatów końca świata. Myślę, że żaden miłośnik czarnego humoru też nie powinien przejść obok tego filmu obojętnie. No i ten klimat lat dwudziestych… Nawet jeśli mielibyście przegapić drugą połowę: pierwszą musicie obejrzeć koniecznie!

produkcja: Serbia (2008)
reżyseria: Uroš Stojanović
scenariusz: Stevan Koprivica, Uroš Stojanović, Srdjan Dragojević

Filmy ,

Strona główna » Filmy » Łzy na sprzedaż – recenzja filmu

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków