Moc żywych trupów

8 grudnia 2012 dodał Karol

Zdarza się czasami, że pewne ważne wydarzenia w historii przechodzą niezauważone. Tak jak jedna, cudowna błyskawica może zostać przegapiona w czasie huraganu, tak bohaterskie czyny czy wielkie zagrożenia nie zostają czasem zauważone tylko dlatego, że wokół dzieje się coś o wiele większego. Nie inaczej było i tym razem.


Gdy Mordheim legło w gruzach, a po jego ulicach biegały bandy rządnych bogactw awanturników wszelkiej maści, w zamkach Sylvani szykowano się do wojny. I to nie byle jakiej wojny. Wampirza arystokracja pod rządami Vlada von Carsteina była gotowa do rozpętania największej zawieruchy tego okresu. Koszmar ożywionej śmierci miał przewędrować przez Imperium siejąc terror i zniszczenie, właśnie stawiając pierwsze kroki i nabierając rozpędu. Sam Vlad czekał jedynie aż jego słudzy zbiorą wystarczającą ilość Spaczenia, aby mógł wdziać na siebie zbroję dającą mu niemal nieograniczoną moc. Jednak nie tylko on miał plany związane ze wskrzeszaniem zmarłych i nie tylko on planował uderzenie na Stirland.

W sprawę wmieszany był Karl Kurtman, były uczeń Kolegium Cienia, który nie zdążył dokończyć nauki w Akademii. Nikt do końca nie wie co się wtedy stało, a i sam Kurtman oszukany sztuczkami magii iluzji uciekał z Altdorfu przed Łowcami Czarownic. Zawędrował daleko na wschód, gdzie odważył się ukryć w starożytnym kurhanie. Mieszkając wśród zwłok starożytnych wojowników odnalazł księgę, która pomagała mu przeczekiwać długie dnie w ciemnościach, oświetlanych jedynie przez magiczne światło zaklęte w jednym pogrzebanych przedmiotów. Magia sama wpisywała mu się w umysł, gdy poznawał tajniki nekromancji. Nie miał wszak nic do stracenia – w końcu i tak był ścigany, a za jego głowę wyznaczono nagrodę. Skoro już miał spłonąć, przynajmniej chciał mieć za co.

Szybko nauczył się wskrzeszania zmarłych, choć zwłoki które podnosił nie należały do najświeższych. Sytuacja zmieniła się, gdy do kurhanu trafiły niedobitki okolicznych ghouli, szukając schronienia przed wieśniakami, którzy niemal wybili ich stado do nogi. Stworzenia szybko wyczuły moc nowego opiekuna i postanowiły być mu posłuszne. Dzięki iluzjom i delikatności działania zarówno padlinożercy przybrali na wadze, jak i nasz mag zaopatrzył się w świeższe materiały do badań. Pewny siebie i swojego bezpieczeństwa powoli opuszczał kurhan, aby poszerzać działalność, jedynie ledwie wyczuwając, że Łowcy Czarownic mają obecnie inne zmartwienia.

Nastał wreszcie dzień, w którym „stało się”. Studiując kolejne strony o wskrzeszaniu nieboszczyków, mag został wyrwany ze swojego zajęcia w dość niecodzienny sposób. Pierwsze było potężne drganie ziemi, przy którym aż strop kurhanu posypał mu się na głowę. Kolejny dotarł przerażający huk, który obudziłby nawet nieboszczyka. A że wszystko działo się bardzo dosłownie, wśród silnej burzy magicznej, którą niemal fizycznie odczuł, pochowany w kurhanie wódz podniósł się o własnych siłach w świetle oślepiająco silnego światła z jego dotychczasowego, delikatnego źródła.

„Nadchodzi czas przebudzenia, nadchodzi czas umarłych. Moc spadła z nieba i odda się temu, który odważy się sięgnąć po nią! Kamień świeci zieloną poświatą i czeka, by przebudzić uśpionych!” – przemówiła mumia, gdy wokół gotowi do powstania drgali jej strażnicy. Wszystko jednak skończyło się chwilę później, a Kurtman wychynął ze zrujnowanego schronienia. Na południowo- zachodnim niebie widniała czerwono-zielonkawa łuna, jakby dziesiątki mil od jego schronienia otworzyły się bramy piekieł i nie chciały zamknąć. Jeszcze tego samego wieczora nekromanta ruszył w jej kierunku, przywołując do siebie padlinożerne sługi.

W drodze, gdy zasypiał, opętany był wizjami wielkiej machiny napędzanej zielonym minerałem i duszami zmarłych, niesionej na grzbietach upiorów i potrafiącej podnosić całe cmentarze nieumarłych zwłok. O dziwo im bliżej znajdował się od miejsca kataklizmu, tym silniejsze były zarówno one, jak i jego czary. Po wielu dniach nocnych wędrówek (a pełne chmur niebo niemal nie przepuszczając słonecznego światła tworzyło niekończącą się noc) ujrzał wreszcie cel swej wędrówki: potężny krater i ruiny Mordheim. Tam zamierzał zebrać wystarczającą ilość przeklętego minerału, aby móc stworzyć Machinę Umarłych i dzięki niej zemścić się wszystkich, którzy doprowadzili do jego upadku. Pewny siebie przywołał swe sługi, a za nimi ruszyły również bezmyślne, ożywione zwłoki wieśniaków napotkanych po drodze…

Ta historia to opowieść o zagrożeniu, które było bliskie, ale zniknęło. Czemu? Bo Kurtman upadł, chociaż nie wiadomo kto tego dokonał. Czy to zdesperowana banda chciwych najemników, którzy poszukując Dziwokamienia musieli walczyć o przetrwanie z hordą żywych trupów? Czy może jakieś inne istoty, które mimo swego bluźnierczego pochodzenia zabiły nekromantę? A może zwyczajnie machinacje Von Carsteinów doprowadziły do takiego, a nie innego finału? Co mogłoby się wydarzyć, gdyby Kurtman dopiął swego?

Przekonaj się sam… To ty tworzysz tę historię!

c.d.n

Scenariusze , ,

Strona główna » Figurki » Systemy » Mordheim » Scenariusze » Moc żywych trupów

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków