Hell – recenzja filmu

22 grudnia 2012 dodał Karol

Skoro w jakiś sposób to czytasz, to znak że koniec świata jeszcze nie nadszedł, albo na jakiś czas ocalił i ciebie, i Twoje łącze, i nasz upierdliwy serwer. Skoro tak, to masz niepowtarzalną, wyjątkową i jakże zaskakującą szansę, na poznanie kolejnego filmu postapo polecanego przez admina.

Jednym z ostatnich takich filmów było „W stronę słońca” opowiadające o zmniejszeniu jego aktywności, ale i możliwościach technicznych pozwalających na jego zmianę. Tym razem będzie inaczej i bardziej przy ziemi, ale nadal o naszym kochanym słoneczku. W tym filmie bowiem, w postrzeganiu jego autorów, serce naszego układu planetarnego wcale nie przygaśnie, aby okryć Ziemię śniegowym kocem. Wręcz przeciwnie: rozgrzeje się na tyle, aby w ciągu kilku lat wywołać efekt cieplarniany, o którym nie śniło się nawet ekologom (o filozofach już nawet nie wspominając).

Wynik tego taki, że czerniak przestaje być zagrażający- same poparzenia potrafią zabić. Do tego cyrkulacja wody w atmosferze zakłócona jest na tyle, że ciężko ją gdziekolwiek znaleźć. Jak łatwo się domyślić dalej, roślinki zaczynają usychać, a zwierzątka padać jak przysłowiowe muchy. W takich warunkach trafiamy do Niemiec, czyli całkiem bliskiej nam strefy, z którą nawet można się na siłę utożsamić. Tutaj poznajemy trójkę ludzi: dwie młódki i faceta, którego największym atutem jest posiadanie auta. Grabiąc resztki paliwa i wody podróżują na południe, bo ponoć w górach (wnioskuję, że chodzi o Alpy) czasem jeszcze pada deszcz. Nie ma co ukrywać, nadzieja jest, a innych opcji brak. W tej podróży trafiają na małą stację benzynową, gdzie znajdują faceta nadającego się na przewodnika. Taką wesołą gromadką ruszają szukać szczęścia, które wcale nie przychodzi tak łatwo, jakby się chciało. Czemu? Zobaczcie sami. Ja się skupię na tym, dlaczego warto.

Tutaj słońca nie da się przygasić, nie wiadomo też nawet czy jego tendencja do grzania zamierza się zatrzymać, czy nie. Po prostu zostaje przyzwyczaić się do faktu i liczyć na mechanizmy adaptacyjne świata przedstawionego. Tak, dobrze się domyślacie – jeden ludzki żywot to na takie trochę mało. Sam fakt jego szaleństw na firmamencie świetnie przedstawiono na zdjęciach: ujęcia za dnia są tak prześwietlone, że ledwo widać postacie. Każde wychynięcie w takich warunkach z zacienionych miejsc, kończyć się może poparzeniami i trwałym uszkodzeniem wzroku. Normalnie robi się dopiero w nocy, ale i ta nie jest ciemna. Ilość światła odbijanego od księżyca jest tak duża, że świat na ten czas robi się jedynie szary. Pewnie zdajecie sobie sprawę, jak wygląda noc zimą, gdy wszystko przykryte jest śniegiem, i wszystko wydaje się doskonale widoczne, tyle że ciemniejsze. Tutaj to idzie jeszcze dalej. Ogólnie wciąż jest jasno jak świeżo po zachodzie i czy tuż przed wschodem słońca. Jedynie te dwie pory w filmie wydają się podobne do naszej codzienności, a i tak nie są one bezpieczne.

W sumie, to w tym świecie nic nie jest bezpieczne. Głód, pragnienie, nieufność ocalałych, ich metody przetrwania czy próby walki z porywaczami ludzi: wszystko wydaje się takie naturalne i przyziemne, jak nigdy dotąd. Bo czy wcześniej wpadłbyś na to, że przewagą agresora może nie być szybkostrzelna broń, a sam fakt posiadania przeciwsłonecznych okularów? Jak utrzymać sprawność fizyczną, skoro nie ma nawet co jeść? Czy w chwilach dążenia do przetrwania jakieś wartości mają szanse przeżyć wraz z próbującym ocaleć człowiekiem? Co z odwagą, poświęceniem, rodziną? W ogóle warto? Przecież świat który się na nich opierał już nie istnieje.

Film jest spokojny i bez strzelanin, ale trzyma napięcie. Jeśli ktoś lubi klimaty mrocznego (albo raczej „prześwietlonego”) postapo, to film powinien mu się spodobać. Ogólnie najłatwiej opisać go chyba jako postapokaliptyczny thriller bez nadmiaru efektów specjalnych. Niesie ze sobą też spore przesłanie, jak większość filmów związanych z końcem świata. Pierwsze to jak zwykle kwestie moralne w próbach przetrwania, ale nie tylko. To chyba na chwilę obecną najbliższy realiom motyw ekologiczny, na który warto zwrócić uwagę. Dostępność wody pitnej, szybkie podnoszenie się temperatury globu – niejeden ekolog będzie miał z tego gratkę. O ile ma ochotę na przyglądanie się pesymistycznym losom gromadki bohaterów.

Na sam koniec wyjaśnienie w związku z tytułem. Zapisałem go w oryginale, choć w Polsce funkcjonuje on jako „Piekło”. I coś w tym jest, bo w naszym kręgu kulturowym ma to wystarczający wydźwięk idealnie pasujący do filmu. Jednak nie dam głowy, czy właśnie to znaczenie mieli na myśli autorzy. Film jest niemiecki, a dla Niemca „hell” to przymiotnik na określenie jasności. Jak dla mnie jedna i druga forma pasują jak ulał, podejrzewam więc, że właśnie o taką grę słów chodziło. Nie chciałem jej psuć, stąd tytuł oryginału zamiast naszego rodzimego tłumaczenia.

Jeśli lubisz dołujące i mroczne (wciąż nie wiem czy to dobre słowo) filmy postapo, to „Hell” polecam jak najbardziej!

produkcja: Niemcy, Szwajcaria (2011)
reżyseria: Tim Fehlbaum
scenariusz: Tim Fehlbaum, Oliver Kahl, Thomas Woebke
czas: 1 godzina 29 minut

Filmy ,

Strona główna » Filmy » Hell – recenzja filmu

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków