Antologia „Zimne ostrze zdrady” – recenzja

15 października 2012 dodał Karol

Moje masochistyczne skłonności nie przestają się ujawniać i wciąż czytam książki z Czarnej Biblioteki. Nawet wyrobiłem już w sobie pewne mechanizmy, pozwalające mi na ich spokojne trawienie w trakcie czytania, choć ryzyko wrzodów nadal pozostaje dość spore. Najprawdopodobniej zauważyliście już, że moje recenzje na ich temat stają się coraz bardziej miękkie i mniej brutalne, ale obiecuję się poprawić gdy tylko będzie ku temu okazja.

Tym razem do mojej lektury pociągowej (bo głównie w pociągach odważam się zagłębić w te nieprzebrane głębiny artyzmu) wybrałem „Zimne ostrze zdrady”. I wiecie co? Chyba muszę zapowiedzieć każde opowiadanko z osobna, bo inaczej znów poczuję się zmuszony do chwalenia…
Tym razem czas spróbować bez spoilerów.

Graham McNeill „Bratobójcza walka”

Gdy tylko zauważyłem, że i ta antologia zaczyna się od wyprawy Wysokich Elfów do Naggaroth, to przeszedł mnie dreszcz. Po „Inwazji!” nie spodziewałem się zbyt wielu wspaniałych wstępów w tym klimacie. Może właśnie to uprzedzenie i brak nadziei sprawiły, że kontrast okazał się wystarczający.
Dwóch elfich braci organizuje setkę Ellyriońskich jeźdźców w grupkę inwazyjną, która zamierza wbić się do Clar Karond i narobić zadymy. W dwóch równoległych wątkach poznajemy zarówno historię wyprawy, jak i romantycznej (choć smutnawej) historii miłosnej z piękną elfką w tle.
Wprawdzie jak zwykle musiałem się przyzwyczaić do topornego nazewnictwa i słodko-pierdzącej mowy elfów, ale sam klimat opowiadania rozkręca się naprawdę tak miodnie, że choć spodziewając się takiego a nie innego zakończenia czułem prawdziwą przyjemność z poznania tej historii. Czemu? Przeczytajcie, a dowiecie się sami, bo całkiem sympatycznie kopie w tyłek.

Richard Ford „Odrobina litości”

To również opowieść dwutorowa, na dodatek na tyle krótka, że idealnie nadająca się na dobranoc. Pierwszy wątek to historia małego chłopca, który w karczmie na bezdrożach ogląda scenkę więzienia zabłąkanego marudera. Ot ckliwa historia chłopczyka, który nawet nie wie, co się wokół niego dzieje. Druga historyjka, lekko z nią powiązana, opisuje zajadłą walkę o przetrwanie imperialnych niedobitków w trakcie najazdu Archaona. Tytułowa „odrobina litości” sprawia, że oba wątki łączą się w naprawdę ciekawy sposób i wywracają klasyczne, warhammerowe, czarno-białe postrzeganie świata do góry nogami. Po miłym kopniaku sprowokowanym pierwszym opowiadaniem, to dodaje impetu zamachowi w piszczel i przyzwyczaja poślady czytelnika do przyjęcia następnego, całkiem przyjemnego ciosu, którym jest…

Nick Kyme „Doskonały skrytobójca”

…przedstawiający losy pewnego zabójcy z tileańskiej gildii skrytobójców. Wśród kupców i szlachty Luccini polityka to nie tylko układy i pieniądze: to również zimne ostrza płatnych morderców. Rannick jest najlepszym z nich i doskonale zna się na swoim fachu. Niestety ze zdumieniem spostrzega, że w rankingu skuteczności ktoś go dogania. Czy da się ubiec i sprzątnąć sobie sprzed nosa najsmakowitszy kąsek? Duma profesjonalisty w końcu rodzi się latami, głupio by więc było stracić ją przez byle leszcza. O ile wcześniejsze opowiadania skopały Wam już pewnie tyłek i piszczel, to trafi prosto w jądra!

C.L. Werner „Dom zarazy”

To już mniej subtelna historia dwóch łowców głów, polujących na tego samego zbiega. Zrządzeniem losu trafiają na małą, zapadłą wiochę w której grupa zakażonych próbuje poodgryzać im członki. Różne, wynikające z tego komplikacje ściągają ich do świątyni Shallyi, gdzie przyjdzie im stawić czoła grubszej sprawie. Niby nic wielkiego, klasyczna, młotkowa młócka, ale jednak! To co do tej pory spadało na barki zakonników i rycerzy świątynnych, tym razem przypada w udziale moralnie wątpliwych najemników. Myślicie, że nadadzą się na świętych wybawicieli i zejdą na dobrą drogę? Bynajmniej… Jak nie chcecie by to opowiadanie przywaliło jak poprzednie, po prostu zasłońcie wątrobę!

Adam Troke „W służbie Sigmara”

Tutaj ciężko mi się było skupić na fabule, bo od samego początku przewidywałem już jej zakończenie. Na dodatek w głowie bez przerwy grała mi piosenka Mela Brooksa o Inkwizycji. O ta:

Jak łatwo się domyślić, w Starym Świecie są rzeczy ważne, ale są i ważniejsze. Wiara w Sigmara zawsze znaczyć będzie więcej, niż technologia czy pojedynczy człowiek, i żadne starania ludzi tego nie zmienią. Zaakceptuj to, albo umieraj. I choć opowiadanie to nie trzyma moim skromnym zdaniem poziomu poprzednich, to i tak jest lepsze niż dowolne opowiadanie z „Inwazji!”.

Matt Ralphs „Krew i piach”

To z kolei króciutka i niezbyt rozbudowana, ale naprawdę klimatyczna historyjka wśród piasków Arabii. Po przegnaniu inwazji południowców na ziemie Estalii, część zaangażowanych w starcia wojsk wyruszyła na południe, by zdobyć te ziemie ku chwale Sigmara. Macie ochotę przekonać się, jak czyny przypisywane Maruderom Chaosu w Imperium, Rycerze Imperium szerzą w Arabii? Jasne że macie! W końcu kto nie chciałby poznać wdzięczności Sigmara?

Robert Allan „Syn Imperium”

Z tym opowiadaniem w moim postrzeganiu od początku było coś nie tak, na szczęście mój analityczny umysł pojął dowcip na tyle szybko, by przeczytać je całe z uśmiechem na ustach. Banda chaotyków zamierza zaszlachtować bez litości grupkę małych, niewinnych dzieci, chronionych przez poznaczoną przebytą zarazą kapłankę Shallyi. Wydawać by się mogło, że ich los jest już przypieczętowany, gdyby nie Wybraniec – święty Rycerz Pantery, który staje w ich obronie i nadludzkim wysiłkiem samotnie staje przeciw złu. Wydaje się Wam to znajome i banalne? Bo byłoby takie w dowolnym innym tomiku. Ale nie w tym!

Robert Baumgartner „Podarunek Demona”

Tu nie zamierzam się rozpisywać, bo opowiadanko wyrywa się trochę z konwencji całości. Mimo to trzyma poziom. Grupa barbarzyńców z północy wraca do rodzimej osady po klęsce pod Middenheim. Miasteczko nie jest już w najlepszym stanie, ale idą nowe czasy, niosące nowe plany, nowe możliwości, nowe sojusze. Czego chcieć więcej? Tego co zawsze! W końcu to słudzy mrocznych bogów.

Steven Savile „Zimny pocałunek śmierci”

W ostatnim opowiadaniu tomu przenosimy do Sylvani, do mrocznych czasów, w których jej ziemiami dopiero zaczął władać otoczony złą sławą Vlad von Carstein. Wokół aż roi się od plotek o wampirach, a jeden z kapłanów Sigmara zostaje przez takowego zaatakowany i pogryziony. Cala fabuła rozbija się o próby ratowania duszy nieszczęśnika w wykonaniu dwóch zakonnych braci, rozdartych między miłosierdziem a dobrem społeczności. Żadnych walk, żadnych rzezi i mroczny klimat powieści gotyckiej. Może i nie porywa jak hamburgery z colą w sieci spożywczej, ale wychodzi z tego naprawdę smakowite i o dziwo zdrowe danie. Może dlatego to właśnie w tym opowiadaniu znalazłem cytat, który najlepiej oddaje ducha zawartego w książce:

„Kochamy nienawidzić (…) Kochamy pokonywać i niszczyć. Kochamy podbijać. Z tego powodu kochamy wojnę tak bardzo, że czcimy zabójcę i czynimy z niego boga. W przemocy odnajdujemy siebie. Przez ból, gniew i konflikt znajdujemy ścieżkę, która prowadzi nas do, cóż, nie wiemy do czego, ale zdecydowani jesteśmy nią iść. Zawsze tak było.”

Słodkie, prawda? Tak czy siak, Sylvania już nigdy nie będzie taka sama.

Podsumowanie

To by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę i zarys opowiadań. Wiecie czego się spodziewać i może łatwiej będzie Wam podjąć decyzję czy po książkę sięgnąć, czy nie. Ja ze swojej strony przyznam szczerze, że jeśli chodzi o książki z Czarnej Biblioteki, to ta przemówiła do mnie najbardziej. W niej dopiero znalazłem prawdziwy mrok świata Warhammer’a. Nie jakieś bitwy, rytuały i kule ognia, tylko zwyczajny mrok, który toczy ludzkie serca nawet bez udziału demonów. Mrok który pokazuje, że ani ludzie, ani nawet elfy nie są w stanie się przed nim ukryć i noszą go w sobie. Mrok który od zawsze budował mój pogląd na temat tego świata. I wreszcie odnalazłem go na papierze.
Polecam!

Książki , , ,

Strona główna » Książki » Antologia „Zimne ostrze zdrady” – recenzja

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków