„Tarot: Wiedźma Czarnej Róży” – recenzja (cz.1 – „Wojna Wiedźm”)

19 września 2012 dodał Karol

Wieki temu wiedźmy stworzyły dwie księgi: jedną wypełnioną zaklęciami światła i harmonii, drugą czarami zniszczenia. Los kobiet był jednak dość „gorący”, co sprawiło, że gdy większość z nich płonęła, księgi powierzono „Wiedźmom Czarnej Róży”. Grupa dość skutecznie chroniła i księgi, i zawartą w nich wiedzę, do momentu, aż jedna z nich wykradła tę mroczniejszą broszurkę i postanowiła użyć jej, by zemścić się na ludzkości za los jej dawnych sióstr.

Tak właśnie rysuje się zarys fabuły, na której oparto ten niesamowity komiks. Historia może i trochę banalna, ale powiedzcie szczerze: ile razy fabuła czegokolwiek była Was w stanie zaskoczyć? W końcu zwykle najbardziej cieszą nas te wątki, które już częściowo znamy, a przedstawiane są nam w nowatorski sposób.

Pierwszy zeszyt tego komiksu ukazał się w Kanadzie w marcu 2000 roku, a nic nie wskazuje na to, by zawędrował on od tego czasu do Polski. Jego twórcą jest Jim Balent, a za kolorki odpowiada Holly Golighty, której zdjęcie w pierwszym zeszycie wiele nie odbiega od rysunków w nim zawartych. Na dodatek całość dedykowana jest „wszystkim wiedźmom i pracownikom cmentarzy na całym świecie”. Ma klimat? Ma! Choć dzieciom nie polecam.

Największym problemem w recenzowaniu tego typu dzieł jest chęć do stawiania emotek niemal po każdym zdaniu, bo komiks naprawdę wywołuje dużą ilość uśmiechu. Początkowa dedykacja, tematyka, oraz kreska sprawiają, że komiks nie tylko jest cudowny, ale i pociesznie obrazoburczy. Zresztą co będę ściemniał: widzieliście okładkę, skąpy ubiór bohaterki i wielkość jej piersi – w tym komiksie to podstawa konwencji. Nic dziwnego, że go uwielbiam! Żeby było jeszcze zabawniej: w GFT, które opisywałem wcześniej, był to motyw przewijający się na okładkach, czasem wewnątrz komiksu. Tutaj to motyw przewodni, więc wszystkim strażnikom moralności raczej się nie spodoba (miejsce na kolejną emotkę). Komiks nie jest erotyczny (nagość ledwo, ale jest osłonięta, a wątki mają pikantne zabarwienie nie na poziomie treści a obrazków), a autorzy nie ukrywają że inspirację do tego typu kreski wyciągnęli z takiego klasyka jak „Czerwona Sonia”. Jeśli ten temat jest Wam znany, to już wiecie czego się spodziewać!

Żeby za bardzo się nie rozwodzić, pierwszy zeszyt przedstawia nam sytuację spotkania „dobrej wiedźmy” o imieniu Tarot, z cmentarnym strażnikiem o imieniu Jon Webb. Oboje zawierają mały sojusz przeciwko „złej wiedźmie” Raven Hex, która z nieznanych nikomu przyczyn bawi się halloween’owymi dyniami i kradnie trumny bliźniaczek syjamskich. Zachęca? Mam nadzieję.

Postacie dramatu:

Oto Tarot. Nasza dobra wiedźma. Próbuje utrzymać równowagę w przyrodzie, ale nie wiem czy jest wegetarianką i tuli się do drzew. To co ma na sobie, to jej wiedźmia zbroja, po kształcie której wnioskuję, że chroni bardziej przed urokami niż atakami fizycznymi. Sama chyba lubi karcianki, bo dość często widuje się ją z kartami Tarota (zaskoczeni?).

Ta pani to Raven Hex, która chce siać zło i zniszczenie. Nie wnikam w jej motywację, ale jeśli w zniszczonym świecie laski będą wyglądać i ubierać się tak jak ona, to mogę na nią zagłosować. Mam nadzieję, że jej mroczne moce wystarczą na długo, bo szkoda by było, gdyby ten słodki tatuaż rozlazł się na pomarszczonej skórze…

Na koniec zostaje ten pan, czyli Jon. Garniturek nosi trochę jakby zakosił go głównym złym z Power Rangers, ale stoi po tej dobrej stronie. Środki do życia czerpie z łażenia nocą między cmentarnymi pomnikami (które też mają niczego sobie piersiątka) i udawania paladyna. Kto by pomyślał, że to może być zawód na dłużej?

„Tarot: Witch of the Black Rose” to komiks, przy którym na pewno spędzę trochę czasu. Coś czuję, że pewnie nie w pracy, ale nie zamierzam przegapić ani jednej strony! ;)
No i bez emotek się nie obyło…

„Tarot: Witch of the Black Rose” #1

“Witch War” chapter 1. March 2000
Creator: Jim Balent
Colorist: Holly Golightly

Komiks , ,

Strona główna » Komiks » „Tarot: Wiedźma Czarnej Róży” – recenzja (cz.1 – „Wojna Wiedźm”)

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków