Gladio – recenzja

6 maja 2012 dodał Bojar

Głupio trochę recenzować grę kolegi, zwłaszcza że nikt inny na świecie jeszcze tego nie zrobił. Z jednej strony chcesz pomóc koledze, z drugiej wiesz pod czym się podpisujesz i bierzesz za to odpowiedzialność. Widziałem już wymuskane recenzje totalnych gniotów, które opisywały coś w superlatywach tylko dlatego, że były za darmo, widziałem też takie które jechały po świetnych produktach jedynie dlatego, że ktoś nie lubił producentów. Mam nadzieję, że uda mi się uniknąć tych skrajności i wreszcie przedstawić Wam Gladio w sposób inny, niż mizerny opis producenta.


Dwie talie do Gladio: zgadnijcie która jest która!


Jak wspomniałem gierkę stworzył człowiek którego znam, ale i którego znają pewnie wszyscy ludzie odwiedzający to miejsce. Na dodatek wybrał moment, w którym już niemal każdy sklep z planszówkami i każdy portalik z nimi wydaje własne produkcje zalewając rynek czym popadnie. Z jednej strony fajnie – większa konkurencja, większy wybór, wyższa jakość. Z drugiej człowiek sam nie wie już do końca co kupuje, sugerując się głównie reklamą i tym co wyczyta w Internecie. Jak w tych warunkach prezentuje się Gladio? Mam mieszane uczucia.

Zacznijmy więc najlepiej od początku, śledząc istnienie gry w ludzkiej świadomości. Wnioski? Ta gra nie istnieje! Słyszałem mniej więcej ile kosztowało jej wydanie i powiem szczerze: za mało z tej kasy poszło w reklamę. Znaleźć Gladio w Google ponad miesiąc po wydaniu gry to porażka. Jakaś stronka na fejsie z 50paroma lajkami – okej, od czegoś trzeba zacząć. Jakiś firmowy blog z nic nie mówiącym opisem gry – ekhm… przejdźmy dalej. Możliwość znalezienia gry gdziekolwiek poza stroną producenta: na chwilę obecną niemal zerowa. Tylko mi wydaje się, że ktoś za mało się stara?

Ale olewamy. W końcu jakoś dostałem swoje dwie talie. Ładne, świecące, zafoliowane, czerwone pudełka w mroczno-krwistym klimacie. Ładne logo gry, wszechobecne czaszeczki, kocie logo producenta (mam nadzieję, że nie składają ofiar Izydzie), wymagane przez UE oznaczenia. Czym z zewnątrz różnią się talie? Niczym! WTF?! Gdyby nie napisy na kodach kreskowych, to nawet sprzedawca nie widziałby czym różni się jedna talia od drugiej! Pierwszy błąd, to brak wyraźnego rozróżnienia pudełek, albo podkreślenia ich, zawartości. Fakt, że kupując karty do pokera też zazwyczaj nie wiesz, jakie są na nich obrazki, ale ja Was proszę: żeby w grze dla fanów fantastyki nie rozróżnić pudełek? Argument o kosztach przekonuje mnie tylko częściowo i mam nadzieję, że kolejne gierki z tej stajenki nadrobią to niedociągnięcie. Ale olać, w końcu wiem co otwieram!


Wszystkie 9 wzorów kart. Z początku wydawało się za mało. Z początku…

Zrywanie foli, otwieranie pudełka (tektura nie najgrubsza, ciekawe jak długo wytrzyma?), wyciągnięcie zawartości. W środku złożona instrukcja i ponownie zafoliowana talia. W sumie standard. Instrukcja na porządnym papierze, wizualnie w porządku. Karty tak samo. Po zerwaniu folii pozytywne zaskoczenie: karty są grube, wytrzymałe, z soczystymi kolorkami, w wygodnym formacie. Po prostu bomba! Nie to co niektóre gierki z którymi ostatnio miałem do czynienia i bałem się, że przedziurawię karty palcami podczas tasowania. Wielki plus! Przyglądam się im uważniej i co widzę? Jakaś półnaga, barbarzyńska laska świeci swoimi mieczami wyginając się w różne strony. Wszystkie karty utrzymane w tej samej kolorystyce, zrobione na tej samej postaci, trochę wydają się podobne. Dopiero bliższa obserwacja wyjaśnia czemu: cała talia 36 kart to 9 wzorów po 4 karty. Z początku chciałem to trochę prześmiać, ale później się powstrzymałem, co wyjaśnię przy zasadach. Dla pewności otwieram drugie pudło i widzę to samo, tylko z inną laską. Wszystko w klimatach obrazków tworzonych na obiektach 3D – jednym to odpowiada, innym kojarzy się z grami MMO – kwestia gustu. Naprawdę mam jednak nadzieję, że gierka przyjmie się na tyle, by wydano kolejne talie z męskimi postaciami… To tyle w kwestii jakości.

Czas jednak na samą grę. I tu pojawia się największa zagwozdka: nie wiem czy traktować to jako osobną grę, czy jako narzędzie. Czuję się jakbym miał recenzować talię klasycznych kart pod kątem zasad np. pokera, albo zestaw kości jako recenzji jakiegoś sytemu RPG. I na tym polega właśnie największa zaleta, oraz największy problem Gladio jednocześnie.

Gracz trzyma w ręku swoją talię, którą intencjonalnie lub losowo ogranicza do zestawu 28 kart. Karty te dzielą się na ciosy, bloki i ruchy, które razem można łączyć w składające się z maksymalnie 3 kart kombosy, mające na celu skrzywdzenie przeciwnika. Proste. Tak przynajmniej jest w przypadku pojedynku równorzędnych szermierzy o tym samym uzbrojeniu. W klasycznym pojedynku mało prawdopodobna sytuacja, ale takie właśnie są zasady podstawowe Gladio. Całość rozgrywa się bardzo szybko i dynamicznie, a gra przynosi wiele emocji i satysfakcji. Mała ilość wzorów kart nagle staje się największym atutem w dynamice rozgrywki i przy zapamiętywaniu zasad. W 5 minut od rozpoczęcia gry nie masz już żadnych wątpliwości z nią związanych.
Po czasie jednak gracz zaczyna dostrzegać, że w sumie niewiele ma miejsca na jakieś szczególne taktyki czy zagrania: po prostu używa tego co ma w ręku, a jak nie ma nic, to dostaje „po żetonach”. Fakt, że to on (lub los jeśli nie wybiera samemu) decyduje o tym czy chce tali bardziej ofensywnej, defensywnej czy manewrowej jakoś to ogranicza, ale wrażenie dużej losowości samej rozgrywki zostaje. Przynajmniej przy zasadach podstawowych. Dla mnie w karciankach to standard, ale są tacy który twierdzą inaczej.


Przykładowa rozgrywka? Kombos wypadu z wyskokiem i cięciem z góry vs. Kucnięcie z mocną zastawą. Jakoś tak.

Talie za to są świetne w swej prostocie. Mimo iż nie różnią się między sobą niczym poza rysunkami (dzięki czemu nie ma talii słabszych czy lepszych tak przy okazji), mają w sobie ogromny potencjał. Intuicyjność zasad podstawowych, szybkość rozgrywki i łatwość ich modyfikacji sprawia, że tak jak kości do gry czy klasyczne karty nadają się idealnie na narzędzie do rozgrywania różnych gier. I tak właśnie zadziałał twórca (a przynajmniej tak twierdzi), czego pierwszym przykładem są dostępne do ściągnięcia zasady rozszerzone różnych typów broni i umiejętności. Mam nadzieję, że ta tendencja do tworzenia meta-zasad się utrzyma, bo tymi kartami naprawdę można rozgrywać pojedynki na miecze świetlne, starcia sarmatów czy zwykłą nawalankę barbarzyńskiego orka z wymuskanym elfem. Wiem już na pewno, że posiadane karty wykorzystywać będę do rozgrywania pojedynków 1:1 z bossami w prowadzonych przeze mnie RPGach, z niecierpliwością czekam też na ewentualne wyceny broni i umiejętności. Pozwolą one zróżnicować zasady rozgrywki w zrównoważony sposób (taką mam nadzieję), a możliwości stojące przed kartami wydają się naprawdę ogromne. Dodając do tego fakt, że struktura manewrów aż prosi się o bezpośredni storytelling podczas wykładania kart, otrzymujemy świetny karciany dopalacz dla naszych RPGowych pojedynków. Mam nadzieję, że wydawca szansy nie zmarnuje.
Bez wspomnianych meta-zasad i fabularnej otoczki, Gladio jako gra ma szansę zwyczajnie się znudzić i trafić na półkę jako ciekawostka. Z wykorzystaniem tych opcji może stać się podstawą mechaniki wielu klimatycznych gier i za to trzymam kciuki!

Brakuje jeszcze jednego akapitu do dwóch stron, to dodam jeszcze: szkoda, że karty nie są od razu pakowane po dwie talie. Niby dzięki temu każdy gracz ma swój komplet, ale na pewno dałoby się zaoszczędzić trochę na pudełkach i jeszcze bardziej zmniejszyć cenę (choć powiedzcie szczerze: ile znacie gier w których cała talia dla gracza kosztuje 15zł?). Do tego na pewno można by mocniej się postarać z promowaniem gry (Dlaczego nie ma jej na konwentach?! Czemu nie ma jej w sklepach?!) i ambitniej pocisnąć rozwijanie zasad. Szkoda, żeby tak fajna gra zwyczajnie utknęła w kartonach!

To tyle w kwestii marudzenia, bo chyba pobiłem już nawet Karola. Czas by było na jakieś plusiki i minusiki:

Do plusów niewątpliwie zaliczę:

    + jakość kart
    + prostotę i uniwersalność zasad
    + dynamikę rozgrywki
    + niesamowity potencjał jako narzędzia w innych grach

Do minusów wrzucę:

    - małe możliwości planowania strategii rozgrywki (ale w sumie jak się dobrze zastanowię, to walka szermiercza w sumie jest walką, a nie taktyczno-strategicznym starciem armii)
    - monotonność gdy na pewnym etapie nie zaczyna korzystać się z zasad rozszerzonych
    - brak rozróżnienia pudełek (wstyd po całości!)

W ocenie szkolno-akademickiej daję dobry… ale jak nie będzie dalszej pracy, to w następnym semestrze postawię dostateczny! ;)

P.S. Jednak znalazłem coś w kwestii jakości. Problem tak znikomy, że jak chcesz to możesz to wyciąć: nie wszystkie karty są wydrukowane równo. Musiałem się długo przyglądać, ale jest. Niektórym kartom zdarzają się lekkie przesunięcia ramki w prawo. Kwestia maksymalnie 1-1,5mm, ale na tych pojedynczych sztukach uważny obserwator mojego pokroju zwyczajnie to dostrzeże. Na szczęście w niczym to nie przeszkadza, nie psuje klimatu, a od strony koszulek kart jest zupełnie niewidoczne, nie ma więc obaw o to, że przeciwnik cokolwiek dostrzeże w naszej tali. Skala zjawiska do zaobserwowania na karcie w prawym dolnym rogu zdjęcia z talią.
Powodzenia!

Inne gry , , ,

Strona główna » Inne gry » Gladio – recenzja

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków