Grimm Fairy Tales cz.7 „Królewna Śnieżka”

24 kwietnia 2011 dodał Karol

Nie ukrywajmy, że serie komiksowe, jak wszystko inne, ma swoje lepsze i gorsze momenty. Po sześciu opisanych częściach warto było trochę odpocząć, aby nie stracić całej zabawy. Teraz czas na ciąg dalszy. Oto przed Wami: Królewna Śnieżka!

Gdy szkolna cheerleaderka zapada na tajemniczą chorobę, jej troskliwa macocha zostaje w domu by się nią opiekować. Jednak gdy na jaw wychodzi akt odrażającej zdrady, jedna osoba wie, że taki czyn nie może ujść bezkarnie i rozpoczyna się podróż do świata Grimm Fairy Tales.
Piękna księżniczka staje się obiektem zazdrości swojej starzejącej się macochy. Nic nie powstrzyma zazdrosnej królowej przed zachowaniem tytułu najpiękniejszej kobiety na ziemi. Jednak gdy zazdrość zaprowadza ją o krok za daleko, królowa staje naprzeciw niemożliwej do zatrzymania furii.



Zastanówmy się, co nowego, można wymyślić w tematyce „Królewny Śnieżki”? Znałem już wersję z księciem jako zwyczajnym nekrofilem, który niekoniecznie pocałunkiem wytrząsł zatrute jabłko z krtani otrutej księżniczki. Czytałem już opowiadania o wyrwanych sercach i wampirach. Za młodu śmiałem się z wizji młodej dziewczyny pomieszkującej z siedmioma brodatymi robotnikami w zamian za „usługi domowe”. Czy można było w tej materii wymyślić coś więcej, tak by zszokowało lub zaskoczyło czytelnika? Może i tak. Jednak nie na tyle skutecznie, jak udało się to w poprzednich zeszytach Grimm Fairy Tales.

Jak zaznaczono już we wstępnym opisie, mamy do czynienia z historią macochy i jej pasierbicy. Młoda cheerleaderka od trzech miesięcy choruje, a żaden lekarz nie jest w stanie wyjaśnić co jej jest. Na szczęście ma jednak troskliwą opiekę macochy, która wciąż o nią dba i żyły sobie wypruwa, żeby młoda czuła się jak najlepiej… i chyba właśnie w tym celu dolewa jej do posiłków trutkę na robale. Dzieje się jednak coś dziwnego: do drzwi ich domu trafia zatroskana nauczycielka angielskiego, która przynosi młodej książkę z baśniami do poczytania. Ba! Nawet zaznaczyła w niej baśń o Królewnie Śnieżce. Chyba nie muszę mówić jak owa nauczycielka wygląda- każdy już chyba zdążył się domyślić. Macocha ze szczerym uśmiechem książkę odbiera i nawet daje się namówić, żeby przeczytać ją jako pierwsza.

Historia królewny wydaje się łudząco podobna do historii naszej młodej cheerleaderki: żyje sobie bezstresowo do momentu, w którym jej macocha nie uświadamia sobie, że ktoś młodszy stał się nagle piękniejszy niż ona. Wiecie jak to jest z babami…
Zła królowa wynajmuje jakiegoś kolesia do wycięcia młodej serducha i zostawienia wilkom na pożarcie. Niestety dziad nie potrafi dotrzymać umowy rozczulony słodyczą młódki. Zostawia ją w dziczy, ale nie zabija. Nie ukrywajmy jednak- w górach śnieg sypie jak głupi, a młoda nie jest najcieplej ubrana. W końcu się przewraca i niemal zostaje pochowana pod śnieżną pokrywą. Na szczęście odnajduje ją gromadka brodatych karzełków, która nie dość że wykopuje ją ze śniegu, to jeszcze zabiera do własnego domu. Księżniczka jeszcze nie wie, że karły mają ciekawe upodobania dietetyczne i żywią się ludzkim mięsem, bo… wciąż śpi! Gdy się budzi jest totalnie przemęczona, ale w jakiś cudowny sposób po przeleżeniu takiego czasu w śniegu nie ma ani śladu odmrożeń (pewnie przeoczenie autora scenariusza, choć rysownik nie zapomniał o wpływie zimna na kobiece piersi).
W tym czasie na zamku zaczyna się afera. Z jednej strony król panikuje po zaginięciu córki, z drugiej królowa wścieka się na swoje lustro, że nadal pokazuje jej Śnieżkę przy pytaniu o tę najpiękniejszą (tak jakby nie mogła zainwestować w zwykle lustro, które zawsze pokaże jej odbicie). Dowiaduje się więc co i jak, i wyrusza do chatki karzełków.

Na tym momencie skończmy, żeby nie psuć Wam zabawy i zastanówmy się, co w tym komiksie mogło być takiego ciekawego? Niestety pierwsze co przychodzi mi do głowy, to fakt, że kreska zdążyła się popsuć. Postaci nie są już tak dopracowane jak wcześniej i nie zaskakują dokładnością. Zupełnie, jakby ktoś bardzo się spieszył. Do tego historia zmontowana jest banalnie, choć jak wspomniałem na początku, pewnie ciężko byłoby czytelnika czymś zaskoczyć. Sam zeszyt wnosi jednak do całości coś nowego. Nie jest to może dość oryginalny jak na tę historię końcowy los Śnieżki, ale los bohatera od którego historia się zaczyna. Po raz pierwszy bowiem historia nie trafia do osoby której ma pomóc, a do osoby, którą baśń na swój sposób karze. Okazuje się nagle, że mroczne baśnie wręczane przez tajemniczą brunetkę nie tylko wpływają na moralne decyzje ludzi, ale potrafią także wpłynąć niemal bezpośrednio na nasz świat. To pierwszy zeszyt GFT w którym baśń odnosi się do bohatera negatywnego, a nie jego potencjalnej ofiary. Z tego względu warto więc chyba zwrócić na niego choć pobieżną uwagę.
Mimo ciut mniejszej wartości jakościowej, to właśnie ta część rozpoczyna w serii tendencję, która coraz mocniej zacznie się rozwijać i wpływać na rzeczywistą główną bohaterkę serii… I chyba już doskonale wiecie o kim mowa.

„Grimm Fairy Tales” Issue 7. „Snow White”
Autorzy: Ralph Tedesco & Joe Tyler
Szkice i tuszowanie: Julio Cesar
Kolorowanie: Ian Sokliwski
Projekt: David Seidman
Napisy: Artmonkeys
Okładka: Al Rio
Edytor: Joe Brusha

Komiks , ,

Strona główna » Komiks » Grimm Fairy Tales cz.7 „Królewna Śnieżka”

Komentowanie wpisów zostało wyłączone z powodów praktycznych.
Jeśli chcesz pogadać na temat tego lub innych wpisów, albo zwyczajnie nawiązać z nami kontakt,
odwiedź naszą stronę na Facebooku.

Makiety do bitewniaków